Wpis

BABYBJORN We

BABYBJORN We
Od jakiegoś czasu jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami nosidełka ergonomicznego BABYBJORN We.
Jak wiecie temat nosidełek jest bardzo kontrowersyjny, jedni się nimi zachwycają – inni krytykują. Jako fizjoterapeuta powinnam być po tej drugiej stronie, ale jako matka dwójki dzieci, w tym jednego, małego uciekiniera jestem zmuszona zmienić swoje poglądy. Bezpieczeństwo moich dzieci jest najważniejsze.
Nosidełko jest dla wielu z nas ogromnym ratunkiem. Szybkie wyjście po zakupy do pobliskiego warzywniaka w końcu przestanie stanowić problem, zejście z 4 piętra z dwójką dzieci nie będzie zaprzątało już naszych myśli. Nosidełko to naprawdę bardzo funkcjonalny produkt, który oczywiście musi spełniać pewne wymogi, aby był bezpieczny dla dziecka.
Nosidełko BABYBJORN We po mojej wstępnej ocenie zalicza się do grona tych najlepszych. To nie jest tzw. „wisiadło”, jak to bywa w zwyczaju krytycznie nazywać wszelkiego rodzaju nosidła. Z całą pewnością jest bardzo wygodne dla naszego dziecka. Lena to mały wiercipięta i kiedy coś jej się nie podoba, to po prostu nie chce w tym chodzić. Tutaj mimo swojej nadmiernej aktywności cudownie tuliła się do Mamy podczas spaceru.
Nosidełko wymacałam dogłębnie, sprawdziłam wszystkie możliwe elementy i muszę Wam powiedzieć, że jestem zachwycona. Porównując je z naszym wcześniejszym, czuję ogromną różnicę. Podstawa nosidełka jest bardzo szeroka, dzięki czemu nie musimy się martwić o ułożenie nóżek naszego dziecka. Nosidełko nie jest sztywne, a materiał jest bardzo przyjemny. Nie mogę zapomnieć o jednym ogromnym plusie, a mianowicie o tym, że mimo ciężaru dziecka, naprawdę nie bolał mnie kręgosłup!!! Lenkę nosiłam w nosidle już bardzo dawno, potem mieliśmy dłuższą przerwę, ale pamiętam, że przy dłuższym noszeniu mój kręgosłup i ramiona wołały o pomstę do nieba, tutaj kompletnie nie czuję wagi dziecka. Lena od tamtego czasu sporo urosła, więcej waży, a ja miałam wrażenie, że noszę przed sobą piórko 🙂 W domu po zdjęciu nosidła kompletnie nie czułam zmęczenia. To naprawdę miłe kiedy otrzymuję produkt, który spełnia moje wszystkie oczekiwania i z czystym sumieniem mogę wyrazić swoją pozytywną opinię na jego temat.
Wszystkie niezbędne informacje o nosidle znajdziecie TUTAJ.
Jeśli macie jakieś pytania odnośnie użytkowania nosidła z chęcią na nie odpowiem 🙂
Napewno jeszcze przeczytacie o tym wspaniałym produkcie 🙂

 

 

 

Dziękujemy SCANDINAVIAN BABY za możliwość przetestowania produktu 🙂

Comments (13)

  • lavinka says:

    No trochę wisiadłem się wydaje, ale to raczej wina braku wprawy w regulacji pasów. Z czasem na pewno się nauczycie. Jak nosimy dziecko, obojętnie czy na rękach, czy w szmacie, czy w ergonomiku (Twój przypadek), czy w mei-tai (to samo co u Ciebie, tylko zasupłane pasy zamiast na klamrach) – to winniśmy uważać, by kolana dziecka były mniej więcej na wysokości bioder. Taka żabka (a nie tak jak u Lenusi, że swobodnie zwisają). U starszych dzieci to już nie jest tak ważne, za to u noworodków jak najbardziej, bo dzięki takiemu noszeniu "na żabkę" cofa się dysplazja bioder, z którą rodzi się każde dziecko, ale bardzo szybko się ona cofa. Małemu procentowi dzieci się nie cofa. Są to najczęściej dzieci nieruchomo zawinięte w sztywne beciki z unieruchomionymi, prostymi nogami. Żeby było śmieszniej, w krajach gdzie nosi się dzieci od urodzenia, dysplazja bioder praktycznie nie występuje. Ale oni je noszą w odpowiednim ułożeniu i tu jest klucz zagadki (sposobów noszenia na świecie jest całe multum, wcale nie jest powiedziane, że tylko tkana chusta, np. pół Azji nosi w mei-tai, Afryka w takim zawijasie z kwadratowego kawałka materiału, Indianie Ameryki Północnej nosili w sztywnych kołyskach i też było dobrze).

    Nam się ergonomik bardzo przydawał do 1,5 roku życia małej. Teraz już wiem, że nawet w mei-tai można nosić noworodki, tylko trzeba wiedzieć, jak wiązać pasy. W ergonomiku się nie da, bo tam są klamry i nie można niczego zawijać na plecach. Dlatego ergo poleca się dzieciom samodzielnie siedzącym (powiedzmy powyżej 7m życia). No i powyżej 7m życia ryzyko powstania dysplazji jest wręcz zerowe, dlatego nie musisz się martwić, że jak trochę nieumiejętnie włożyliście Lenę do nosidła, to się jej coś stanie. To duża dziewczynka 🙂

    • zuzulenka says:

      Jeszcze się z nim dobrze nie zapoznałam, nosiliśmy się w nim pierwszy raz, ale napewno porównując je z naszym wcześniejszym jest dużo, dużo lepsze. Tak ogólnie nie jestem zwolennikiem nosidełek, ale są sytuacje w których naprawdę ratują życie. Ponosimy się dłużej i ocenimy 🙂 Jak na razie musimy swoje odchorować w domu niestety.

  • Issi says:

    Również posiadam nosidełko i jestem z niego bardzo zadowolona. Niestety, moje jest starszej daty i już troszkę przy małe na Cytrynkę dlatego poszukuję nowego, bo na pewno jeszcze się nam przyda. Także, zwrócę uwagę jeszcze na ten, bo zapowiada się ciekawie.

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie. Powracam po długiej przerwie. http://cytrynkowy-swiat.blogspot.com/

    • zuzulenka says:

      To jest nowość i faktycznie widać różnicę między jego poprzednikami. Ponosimy się dłużej i mam nadzieję, że nadal będziemy zadowolone 🙂

  • Karolina M. says:

    Najważniejsze, że Lenka zadowolona i ogląda świat z innej perspektywy, a Tobie jest wygodnie 😉

    • zuzulenka says:

      Nosidełko nie jest dla nas jedynym sposobem na przemieszczanie. Lenka chodzi, więc używamy go w ekstremalnych sytuacjach i naprawdę nam pomaga.:)

  • My też się nosimy- w nosidle i chuście i jak dla mnie to kapitalna sprawa!

  • Anonimowy says:

    Naprawdę jest Pani fizjoterapeutką i reklamuje to COŚ? To niewiele ma wspólnego z nosidłem. A już na pewno nie z ergonomicznym

    • zuzulenka says:

      Tak, jestem fizjoterapeutą i nie raz pisałam o tym, że jestem przeciwna nosidłom, chodzikom i innym tego typu sprzętom, najzdrowsze dla dziecka jest unikanie takich wspomagaczy…Ale w sytuacji kiedy ma się dwoje dzieci, w tym małego uciekiniera, człowiek zmienia poglądy i musi działać wbrew temu co myśli. Najwidoczniej nie jest Pan/i rodzicem, skoro nie rozumie przekazu mojego wpisu… A moja rada: proszę popatrzeć na tańsze nosidła i z pewnością zauważy Pan/i różnicę. Nie jestem w stanie porównać tego nosidła do Tuli, bo zwyczajnie mnie na nią nie stać, ale porównując je do tych, z którymi miałam styczność (chyba na blogu jeszcze gdzieś jest wpis o jednym z nich) widzę ogromną różnicę (na plus oczywiście). Nosidło, tak jak napisałam, służy nam jedynie podczas szybkiego wyjścia do pobliskiego sklepu lub zejścia z piętra z dwójką dzieci i całym ekwipunkiem. Dziecko po to ma nóżki, żeby na nich chodziło, a nosidło ma być jedynie pomocą dla rodzica w ekstremalnej sytuacji.

  • Muszę przyznać, że jestem absolutnie za nosidełkami. Tylko jakoś nie było dane mi takiego używać. Może przy kolejnym dziecku? 🙂

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *