Wpis

Bad day

Bad day
Po lepszych chwilach nadchodzą te gorsze, kiedy wstaję rano i zastanawiam się po co mi to wszystko… Wstaję i myślę, że coś jest nie tak… Na zegarze wybija godzina 5.00, dzwoni budzik, czas wstać i udać się po cichu do łazienki z nadzieją na spokojną kąpiel, zanim wstanie cała reszta familii… Choćbym nie wiem jak się starała, zawsze zanim moja noga zetknie się z podłogą, z pokoju wychyla się jedna para małych, zaspanych oczek, która tupta do mnie licząc na poranne przytulasy 🙂 Za chwilę wychyla się kolejna para oczek, ściskająca w swoich łapkach ukochany kocyś i mrucząca coś w stylu: „Mama, czemu mnie obudziłaś?” 🙂 Relaksacyjna kąpiel odkładana jest na wieczór, jej miejsce zastępuje ekspresowy prysznic, szykujemy na szybko mlesio i śniadanie wedle zachcianek małych kobietek. Migiem się ogarniamy, wstaje Tata, dajemy mu chwilę na poranną toaletę i zbieramy się do pracy i do żłobka. Niestety dziś ten dzień nie był tak optymistyczny, nasze poranne zaspane oczka były załzawione od kataru, temperatura szalała, a w ich oczach mogłam odczytać błagalną prośbę, abyśmy zostali w domu. Owszem, były przytulasy, ale połączone z lamentem i płaczem, przepełnionym gilami i kaszlem… Niestety dopadła nas choroba i musimy radzić sobie jakoś w takiej sytuacji. Jeśli tylko to możliwe szukamy opcji, aby ktoś mógł z nimi zostać, kiedy wiemy, że inaczej się nie da, któreś z nas zostaje z nimi. Ciężki poranek, sprawił, że mój umysł poczuł się zmęczony tymi chorobami, zadaję sobie pytanie: „czy za długo było dobrze?”.
Praca oderwała na chwilę moje myśli od tego co czekało po powrocie do domu. A w domu mimo nieco lepszego humoru Dziewczynek nadal czekało nas zmaganie z chorobą. Choć nie jestem lekarzem, to znam swoje dzieci na wylot i wiem, kiedy leczenie kończy się antybiotykiem. Tak też skończyło się tym razem, no cóż nie pozostaje nam nic innego jak wyzdrowieć i wierzyć, że to ostatnie nasze chorowanie w tym roku, a przynajmniej przez najbliższe kilka miesięcy.
Kiepski dzień zostawiam za sobą, postaram się zasnąć ze spokojem na duchu i z nadzieją na lepsze jutro. Po najsłodszych na świecie buziakach mogę wszystko, to właśnie te buziaki dodają mi mocy i energii, po to aby jutro wstać o 5.00 rano i tak jak co dzień próbować ukradkiem udać się do łazienki na upragnioną, relaksacyjną kąpiel. I choćby cały schemat miał się powtarzać to niczego innego na świecie nie pragnę bardziej, te przytulasy, ten pośpiech z jakim pakujemy się do auta, to prowadzenie moich kobietek za rękę do żłobka i te uśmiechy od ucha do ucha na widok Mamy odbierającej je po pracy. Oby jak najszybciej te uśmiechy powróciły i zawładnęły naszym domem.

 

 

Comments (4)

  • Anonimowy says:

    współczuję wam może morfologię trzeba zrobić czy anemii nie mają czy coś w tym kierunku musicie jakoś poprawić odporność bo za częste antybiotyki też nie dobrze, my chorowaliśmy i wyszło że morfologia słaba anemia była to i odporność licha dostała żelazo i cebion w kropelkach … jest ok.

  • zuzulenka says:

    Lenka jako niemowlę do mniej więcej pół roku musiała zażywać żelazo i ogólnie licho u niej z odpornością. Zuzia jest twardzielką i zdecydowanie choruje mniej, albo przechodzi chorobę bardzo delikatnie. Kupiłam tran i po antybiotyku znów wracamy do kuracji, bo jako jedyny sprawdził nam się idealnie. Oczywiście trzeba pamiętać, żeby brać go regularnie, a z tym u nas problem, ale teraz nie odpuszczę, bo Dziewczynki się strasznie buntują i nie chcą jeść owoców i warzyw, więc porcja witamin napewno im się przyda.

  • Marcelina S. says:

    Zdrowia życzę!!! Tak się ciesze, że moi odporni w miarę.

  • Marcelina S. says:

    Zdrowia życzę!!! Tak się ciesze, że moi odporni w miarę.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *