Wpis

Cholerne jabłko

Cholerne jabłko
Jabłko. Taki zwyczajny owoc. Nie pomyślałabym, że może stanowić dla mojego dziecka poważne zagrożenie życia.
Dajesz dziecku jabłko po to aby zaspokoić jego głód i kompletnie nie zdajesz sobie sprawy z tego, co może się stać i to na Twoich oczach. Dziecko się krztusi, a Twoje próby uratowania mu życia nie przynoszą skutku. Gdyby nie Zuzulenkowy Tata i jego niesamowita trzeźwość umysłu nie wiem, jakby się to skończyło. Najgorsze co możesz oglądać to widok Twojego dziecka, które kompletnie poddaje się cholernemu kawałkowi jabłka…
Kursy, szkolenia, to kompletnie ma się nijak do realnego życia… Sama znajomość podstaw udzielania pierwszej pomocy nie wystarcza, trzeba działać jak najszybciej… Kiedy nic nie pomaga, w akcie desperacji robisz wszystko, aby pomóc własnemu dziecku. Najgorsze, że w takich sytuacjach cały wszechświat się Tobie sprzeciwia, jedno z nas ratuje dziecko, drugie próbuje wezwać pomoc tylko czym, skoro nagle znikają wszystkie telefony… Kilka chwil dłużej i nie dalibyśmy rady… Trwało to kilkanaście sekund, a ja miałam wrażenie, że trwało to całą wieczność… Lena po wszystkim dosyć szybko się uspokoiła, choć w buziaku widać było podrażnienie, to jedzenie i picie nie sprawiało jej problemu. W jednej minucie wyrzuciliśmy całą masę zabawek, które potencjalnie mogą stanowić dla niej zagrożenie, nie ważne, czy bawi się nimi Zuzia czy nie – to dla ich wspólnego bezpieczeństwa. Nie chcę ponownie przeżywać tego co w tamtej chwili…
Ze wstydem przyznaję, że nie doceniałam swojego Męża, on zawsze zachowuje zimną krew w takich sytuacjach, ja z kolei wpadam w panikę. Nie chcę myśleć co by było, gdyby… Cieszę się, że był w domu i że dzięki niemu Lena jest tutaj z nami.
Po wszystkim szlochaliśmy niczym po urodzeniu Dziewczynek, tylko tym razem myśleliśmy, że to koniec… 
Pamiętajcie w takich sytuacjach liczą się sekundy… Nie ma czasu na myślenie, trzeba reagować!!!

Comments (12)

  • G. says:

    Takie sytuacje przerażają mnie najbardziej. Jabłka są jakieś pechowe, ile razy słyszę o zakrztuszeniu, to zawsze jest to jabłko.

  • Kasia D. says:

    Kornelia jabłka od maleńkości po dziś dzień je tylko utarte.
    Może i mam obsesję na punkcie jej bezpieczeństwa ale dmuchać na zimne na pewno nie zaszkodzi !

  • Wiem co to znaczy …
    Moja mała zaksztusiła sie maleńkim kawałeczkiem makaronu spagetti
    po mimo tego ze zawsze jej rozdrabniam to i tak pech ciał ze ten malutki kawałeczek przykleił sie w maleńkiej buzce 🙁
    płacz – strach i bezradność
    ale wszystko skończyło sie dobrze 🙂

  • Marcinek tez sie kiedys zakrztusil jablkiem. Skonczylo sie na interwencji meza i wymiotach Marcinka. Ale Ma4cinek uwielbia jablko i do teraz zjada min 1 dziennie. Tak moze byc z kazdym owocem czy jedzeniem. Dobrze ze wszystko jest ok!!!

  • Współczuję przeżycia, Mela "tylko" traciła przytomność, gdy się zanosiła, trwało to mniej więcej do drugich urodzin (te kilka sekund cucenia trwało wieki).

  • MPFanaberie says:

    Znam niestety te uczucia. Mój młodszy syn też zakrztusił się jabłkiem, byłam sama w domu z dziećmi i jak w końcu udało mi się z niego wydobyć ten cholery kawałeczek to pół dnia ryczałam. Drugą choć nie aż tak poważną akcję przeżyliśmy z bułką. Niestety u nas w takich sytuacjach to ja muszę zachowywać zimną krew bo tatuś kompletnie traci głowę.

  • Moja Hania zakrztusiła się chlebkiem i również jabłkiem. Szybko zareagowałam. Byłam tak przerażona, że nie wiem kto co do mnie mówił, byłam skupiona na robieniu tego, czego nauczyli mnie na kursie pierwszej pomocy.
    Teraz strasznie pilnuję Hani i tego co bierze do buzi.

  • Czytam post. Czytam komentarze i jestem przerażona. Przed nami rozszerzanie diety. Nie wiem jakbym się zachowała w takiej sytuacji. Wiem na pewno, że było by to wysoce niesprawiedliwe gdyby, po tym wszystkim co przeszedł, pokonał go kawałek jabłka.

  • jaga says:

    najgorsze jest jak mój dwulatek podczas przeżuwania chleba czy też jakiegoś owocu robi piruety na kanapie, staje prawie na głowie albo skacze – Boże co ja wtedy przeżywam, próby uspokojenia nic nie dają.

  • lavinka says:

    Nas uratowało BLW, dziecko późno, ale w końcu nauczyło się samo odkrztuszać. Mając 1,5 roku jadła już surową marchewkę. Nie boję się o nią, wiem że ma odruch wypluwania i odkrztuszania, gdy coś utknie. Ale początki były słabe, jako niemowlak rzucała się na jedzenie, kilka razy zaczęła się dusić, ale kawałek był mały i w końcu wypadł. Ale się nauczyła. Tylko mi parę siwych włosów przybyło. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, co czuliście.

  • Ja po atakach Aurelii duszenia się nauczyłam się zachowywać zimna krew ale na początku miałam tez takie odczucia jak Wy , polecam gryzak do jedzenia bardzo fajna rzecz dla maluchów a starszaki trzeba pilnować i przypominać ze małe kawałki należny grysc .

  • Asiu mieliśmy podobną sytuację, gdy Laura była malutka i też zakrztusiła się jabłkiem. Dziękowałam, że mąż był w pobliżu, bo tak jak Twój zachował zimną krew. Straszne przeżycie. Oby już nigdy nie miało miejsce nic podobnego!

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *