LifestyleParenting

A czy Ty kochasz swoje dziecko?

A czy Ty kochasz swoje dziecko?

Jak się macie Kochani po świętach?

Brzuszki najedzone, dzieci szczęśliwe i rodzice wypoczęci??? 🙂

Niestety z wypoczynkiem bywa ciężko, a po świętach człowiek jest bardziej zmęczony niż przed, u nas dodatkowo całe wolne dni spędziliśmy w domu, Lenka z wysoką gorączką, więc było nieciekawie. Dziś okazało się, że bez antybiotyku ani rusz, trzeci dzień gorączki 39 stopni, widok Lenki zwalał nas z nóg, nie znoszę kiedy ona tak choruje, jest całkiem inna, nie ta sama Lenka… Gdyby nie leki przeciwgorączkowe to nie wiem co by było…

Problem zachorowań w ostatnim okresie przerósł moje najśmielsze oczekiwania, a my rodzice nie dość, że musimy cierpliwie to przetrwać i z rozwagą podchodzić do pewnych objawów, to jeszcze na dodatek martwimy się co zrobić z dzieckiem, kiedy musimy chodzić do pracy…

Na co przygotować się w trakcie choroby? Z czym najczęściej przychodzi nam walczyć?

Na to pytanie postaram się udzielić Wam odpowiedzi 🙂

Z całą pewnością musimy być gotowi na humorki naszych pociech. Bywa różnie, jedne dzieci są marudne, inne z kolei niczym aniołki przesiadują w swoim łóżku całe dnie. Niestety ta pierwsza opcja bywa tą najczęstszą, a wtedy pozostaje nam zachować spokój i cierpliwie przetrwać te trudne dni.

Bogata apteczka też się przyda. Niestety z gorączką bywa różnie, u maluchów takich jak Lenka i mniejszych często gorączka bywa objawem ząbkowania, dlatego starajmy się nie panikować (w naszej rodzince panika z reguły dotyczy jedynie Zuzulenkowej Mamie), dajmy dziecku czas, podajmy przeciwgorączkowe leki, jeśli nie widzimy poprawy wtedy skorzystajmy z porady lekarza.

Gorączka bywa upierdliwa, niestety to prawda. Przykład? Lenka po podaniu leku rano była okazem zdrowia i gdyby nie katar, nigdy w życiu nie powiedziałabym, że coś jej dolega, po południu było podobnie, temperatura w normie, noc też jakoś w miarę, aż tu nagle następnego dnia rano znów 39 stopni. Czasami wydaje nam się, że już po wszystkim, że choroba ustąpiła, nieświadomie puszczamy chore dziecko do przedszkola czy żłobka, a potem okazuje się, że trzeba je odbierać bo dzieje się coś niedobrego. Zawsze dajmy sobie dzień lub dwa na wstrzymanie tak dla pewności.

Punkt ostatni i chyba najtrudniejszy… Co zrobić z dzieckiem, kiedy Ty musisz iść do pracy? Oj, mogłabym się na ten temat rozwodzić… Siedzisz w domu, bo masz taką możliwość, szczerze bardzo Ci zazdroszczę, ja nie mogę sobie na to pozwolić, więc szukam pomocy gdzie się da. Zwolnienie? Na to pytanie chyba nie muszę odpowiadać, jeśli faktycznie mam nóż na gardle to się na nie decyduję, ale ile można ciągnąć zwolnienie, kiedy choruje Ci raz jedno a raz drugie dziecko. Powiecie: „A dziadkowie, babcie?”, niestety to nie te czasy kiedy dziadkowie naszych pociech siedzą w domach na emeryturze, nasi mają jeszcze ładnych kilka lat do wieku emerytalnego, więc nie zawsze mamy szansę na tzw. „podrzucenie” im dziecka. Co robimy kiedy wiemy, że żadna z powyższych opcji nie wchodzi w grę, cóż w takiej sytuacji trzeba szukać niani, kogoś kto dobrze zaopiekuje się naszą pociechą, a jeśli masz to szczęście, że jest ktoś taki w pobliżu to Twoja głowa może być spokojna.

Dlaczego o tym piszę, bo często kiedy nasze dzieci chorują (a chorują często) słyszę pytanie: „No jak to? Nie masz ich z kim zostawić?” A no nie mam, w życiu nie zawsze wszystko przychodzi z łatwością, grunt to poradzić sobie w trudnych sytuacjach razem. Nigdy nie puściłabym chorego dziecka świadomie do żłobka czy przedszkola, zawsze takie kwestie omawiam z lekarzem podczas wizyty, tu nie chodzi o bezpieczeństwo innych dzieci (sorry taka prawda), ale tu chodzi o bezpieczeństwo mojego dziecka. Czasem niestety stajemy przed tym trudnym problemem, my nie możemy zostać, dziadkowie akurat mają w pracy urwanie głowy i wtedy pada słowo niania, opiekunka. Nie mam z tym problemu, żłobek czy przedszkole również nie spędzały mi snu z powiek, czasami obca osoba zapewni dziecku więcej bezpieczeństwa niż ktoś bliski. Więc jeśli kiedykolwiek będziesz próbował zadać komuś wcześniej wspomniane pytanie, najpierw to przemyśl, weź wszystkie powyższe słowa pod uwagę, bo możesz w jednej chwili zranić czyjeś uczucia. Nie oceniaj rodzica, który nie jest w stanie przebywać z dzieckiem 24h na dobę jako osoby, która nie kocha swojego dziecka, czasami w życiu zdarzają się różne sytuacje, które zmuszają nas do takiej a nie innej decyzji. Najważniejsze, że dziecko jest bezpieczne, ma zapewniony prawidłowy rozwój i to się tylko liczy. Wyznacznikiem miłości nie jest ilość spędzanego czasu z dzieckiem a jakość tych chwil i nigdy o tym nie zapominajcie!

Comments (3)

  • zuzulenka says:

    Praca na własnym to coś dla mnie, przy tym ciągłym chorowaniu to byłaby najlepsza opcja 🙂 No ale chyba w moim wypadku nigdy to nie wypali. Co do zarywania nocy to chyba większość z nas tak ma, ja np. nadrabiam w nocy pranie, gotowanie i inne domowe obowiązki, także wiem dobrze co to znaczy 🙂 Już do Was zaglądam :*

  • lavinka says:

    Moim zdaniem, jeśli dzieci często chorują, to w zasadzie pozostaje rezygnacja z przedszkola i zatrudnienie opiekunki. Ukraińskie wychodzą taniej, a przy okazji dom wysprzątają i czasem obiad ugotują. bez sensu płacić za przedszkole, w którym dziecko siedzi tydzień w miesiącu, bo przez resztę czasu choruje, a człowiek zamiast pracować, siedzi na zwolnieniu. Kiedyś chorowite dzieci usuwano z przedszkoli, żeby nie zarażały innych (w latach 70 i 80 do przedszkoli chodziło dużo mniej dzieci niż dzisiaj, także przez brak miejsc). Dopiero zerówka była obowiązkowa.

    • zuzulenka says:

      U nas pierwszy rok w żłobku był koszmarny pod kątem chorowania. Teraz jest znacznie lepiej, jedynie Lena nadal choruje często, Zuzia jest dużo bardziej odporna, może ma tu znaczenie wcześniactwo Leny. Na razie przeczekam ten nasilony okres zachorowań, niestety w naszym mieście nawet dorosłych dopada na każdym kroku, przychodnie przepełnione, zobaczymy co będzie dalej. Kiedy ma się na głowie kredyt to niestety rezygnacja z pracy nie wchodzi w grę, na razie jakoś sobie radzimy, ale nie znoszę oceniania matek przez pryzmat spędzania czasu z dziećmi. Przedszkola i żłobki bardzo rozwijają, mam na to dowód i nie uważam rodziców dzieci przedszkolnych czy żłobkowych za gorszych przez wzgląd na to, że zostawiają dzieci w tego typu placówkach. Niestety często spotkałam się z taką opinią…

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *