Wpis

Dzień z życia Mamy

Dzień z życia Mamy
Nie myślcie sobie, że każdy dzień z życia Matki na urlopie macierzyńskim jest taki sam. Do pewnego momentu tak mi się wydawało, jednak moje dzieci skutecznie dbają o to, żebym nie zapomniała po co tu jestem 🙂
Poranek i południe jest do przewidzenia, śniadanie, zabawa, drzemka, obiad. Popołudnie już może wyglądać nieco inaczej 🙂
Niby z pozoru niewinny spacer. Mama wyszła z dwójką dzieci na dwór. Szok, no nie? Rzadko nam się zdarza, ale próbujemy jakoś pokonywać przeciwności losu, bo często jesteśmy zdane tylko na siebie. Mały uciekinier oczywiście skutecznie dostarcza emocji. Na szczęście wizja zabawy na placu zabaw była silniejsza 😀

Buju, buju na huśtawce, buju, buju na koniku. No tak zjeżdżalnia nie do pokonania, wysoka, bez pomocy rodzica nie ma szans się wdrapać. 

 Zuzia się nie zraża i woła Mamę na pomoc. A biedna Mama z Lenką w nosidełku niewiele mogla zdziałać. Oczywiście buntownicza natura mojego dziecka dała za wygraną. Zawsze w takiej sytuacji pomaga mi odwracanie jej uwagi od danej rzeczy. Hasło- „A gdzie jest Tata? Idziemy go szukać?” – uratowało nam spacer 🙂 Tak więc idziemy sobie kierując się w najbezpieczniejsze miejsce czyli drugi plac zabaw 🙂 Mniejsza zjeżdżalnia – jest szansa zabawy przez dłuższą chwilę. Niestety i tu był problem i pomoc Mamy była niezbędna. Jakoś dałyśmy radę. Trochę zjeżdżania, trochę zabawy i udało się minęło około 30min na dworku. Dobre i tyle.
Lena dzielnie spała wtulona w Mamę. Nosidełko WOMAR Zaffiro N15 spisało się na medal, choć nie ukrywam, że nie jestem zbytnio zachwycona taką pozycją dziecka. Ale o tym napisze więcej w osobnym poście. Mam nadzieję, że Zuzia w końcu nauczy się chodzić za rączkę grzecznie przy Mamusi i Lenka będzie mogła spokojnie i z ulgą dla Maminych przekonań jeździć w swoim wozie. W trakcie spacerów jednak kwestia bezpieczeństwa obu maluchów jest dla mnie najważniejsza, a prowadząc wózek nie jestem w stanie kontrolować rozbieganej dwulatki. Wtedy musisz wybrać – zostawiasz wózek i biegniesz za uciekinierem lub pozwalasz, żeby wydarzyła się tragedia. Wybieram dużo mniejsze zło i zakładam nosidło.
Powracając do tematu Zuzia znudzona zabawą na placu stwierdziła, że poza jego obrębem jest znacznie ciekawiej. Także Mama wkroczyła do akcji i uganiała się za uciekinierem. Znów szukanie Taty pozwoliło Mamie na kierowanie się ze zbuntowaną dwulatką do bloku. 
Ale, ale nie ma tak łatwo. W połowie drogi – BUNT. Inne dzieci kierują się na ulicę. O nie, nie, nie!!! Mama musiała przywołać Zuzię do porządku i wytłumaczyć, że tam jeżdżą samochody i może jej się coś stać. Na ratunek przyszła nam sąsiadka, która w sekundę przekonała Zuzię do powrotu do domu. Na słowa „Zuzia dasz rączkę?” Zuzia podała rękę i grzecznie weszła do budynku. Jednak nasza mała Złośnica nie mogła dać o sobie zapomnieć. Gdy tylko drzwi sąsiadów zamknęły się Zuzia wpadła w rozpacz, położyła się na podłodze i krzyczała z całych sił. Mama siłować się nie zamierzała, dała jej chwilę na uspokojenie. Zresztą co mogła zrobić z Lenką na rękach. Mama otworzyła drzwi do mieszkania i spytała Zuzię czy wraca do domku. Zuzia dalej leżała i ze złości tupała nogami. Chwila na uspokojenie aż w końcu Mama powiedziała „Zuziu jak się uspokoisz to pójdziemy oglądać bajkę. Lenka jest grzeczna to obejrzy Mikiego”. Zuzia jakby dostała olśnienia, bo przecież jak to Lenka będzie oglądać a ona nie?! Z obrażoną miną weszła do mieszkania, pod nosem oczywiście pogadała sobie co nieco, w jej ustach przewijały się lamenty na Mamę. Ale w końcu udało się opanować sytuację.
Może to mało pedagogiczne, ale BAJKI DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE!!! W takich sytuacjach jesteście niezastąpione.

Comments (16)

  • Agnieszka M says:

    Trzeba sobie jakoś radzić 🙂

  • Kate says:

    Oj pewnie ciężko zachować spokój mając uciekiniera z przodu a malucha przy boku 🙂

    • zuzulenka says:

      Na szczęście są takie ułatwienia dla rodzica, dzięki którym można uciekinierowi zapewnić bezpieczeństwo. Ostatnio myślę nad zakupem plecaka z doczepianą smyczą. Wiem, że wygląda to dosyć dziwnie, ale najważniejsze żeby Zuzia była bezpieczna.

  • Magda M says:

    Bajki i ciastka – niezastąpione argumenty w negocjacjach 😀

  • kasia_fd says:

    o jakie mam szczęście, że Em się słucha na spacerach, nawet chętnie za ręke chodzi, a jak sama idzie to na hasło: stój/ulica/auto/Emilia staje jak wryta i czeka. nie mam z nią na dworze żadnego problemu, wiem, że to ogromny plus.
    ale oczywiście bajką też szantażuję, ale to najczęściej w domu, by posprzątała lub przestała wieczorem szaleć jak opętaniec.
    starsza się wycwaniła, wię, że jak idę usypiać Helenę, to zawsze jej włączam Mikiego i się sama upomina, gdy mówię, że idę uśpić małą 🙂

    • zuzulenka says:

      Mała mądrala 🙂 Zazdroszczę tego chodzenia za rękę na spacerach. U nas czasem się uda, ale w większości musze uganiać się za Zuzią jak oszalała.

  • Z moim smykiem też nie ma opcji spacerku za rączkę.. :/ żyję nadzieję, że to się zmieni 😉 u nas też był dziś spacerek, tyle że z tatusiem 😉 skończyło się tarzaniem w błocie :/ jak dobrze, że są pralki! 😉

    • zuzulenka says:

      Nie wiem jak u Was, ale u nas chyba zacznę modlić się do pralki. Tyle prania co mam przy dwójce dzieci jeszcze w życiu nie widziałam 😀

  • Agnieszka St says:

    U nas szantażyk bajeczny też jest w użyciu ;))

  • Mama Bartuli says:

    Bartek ostatnio zaczął chodzić za rękę,ale zdarzają się też momenty,że zwiewa.
    A z placu zabaw to już nie ma mowy,żeby wyszedł bez krzyków.

    • zuzulenka says:

      A to norma – u nas też zawsze z rykiem wychodzimy. Ja stosuję sposoby odwrócenia jej uwagi 🙂 Mówię, że idziemy tu czy tu i czasem działa. Jakoś trzeba sobie radzić, bo inaczej to człowiek siedziałby cały dzień w domu.

  • Andzelaa says:

    A ja z niecierpliwością poczekam na posta na temat tego nosidełka 😉 Ja dostałam od szwagierki jakieś nosidło ale Hanka jeszcze za mała na nie (dopiero 4 mce skończone). Mamy dostawkę do wózka, ale jeszcze się nie odważyłam na samodzielny spacer z dwójką, czekam aż moja mama wróci z pracy i chodzimy na spacery po godz 16.00. Muszę się w końcu odważyć sama na spacer z dwójką, tylko mnie najbardziej przeraża wizja zejścia z 3 piętra i zniesienia wcześniej wózka Hani, co wiąże się z tym że przez tą chwilę dzieciaki będą musiały być same w domu… ehhsss zwykły spacer dla mamy z dwójką dzieci jest strasznie skomplikowany 😉

  • lavinka says:

    Podziwiam, dwulatka plus niemowlak to niezła drużyna do ogarnięcia. 🙂 Pamiętam, jak się rozglądałam za ergonomikami, bo motanie chusty mi nie szło i w końcu znalazłam coś podobnego do meitai, czyli ergonomika Pentelki(ale są i inne w tym stylu), gdzie nogi dziecka są szeroko i dzięki temu jest wygodniej. W Womarze nóżki jednak trochę wiszą, a powinny wyć zgięte i uniesione do góry.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *