Wpis

I my dziękujemy WOŚP

I my dziękujemy WOŚP
12 stycznia na terenie naszego kraju odbędzie się 22 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I wiecie co Wam powiem – dopiero narodziny Lenki uświadomiły mi jak wiele zawdzięczamy tej wspaniałej inicjatywie. Bardzo wstyd mi z tego powodu, że nie dostrzegałam dotychczas tego co się dzieje wokół mnie. No tak prawda jest taka, że często człowiek zamyka się w hermetycznej puszce i poświęca się sobie i swojej rodzinie nie myśląc o innych. To był błąd, teraz to wiem. Wiem, że gdyby nie Ci wszyscy wspaniali ludzie Lenki mogłoby z nami nie być. 
Lenka urodziła się 26 sierpnia czyli cały miesiąc wcześniej (termin porodu był wyznaczony na 20 września) w ten felerny i pechowy 36tydzień ciąży. Poród siłami natury, nie należał do tych najprzyjemniejszych i najlżejszych, ale plus że był na tyle szybki, że nie wymagał cesarskiego cięcia. Tak moi Drodzy dopiero 2 miesiące  po narodzinach Leny dowiedziałam się, że poród o mały włos nie skończył się cc. Lena traciła tętno i gdyby nie fakt, że uważnie słuchałam położnych i parłam ile się dało Lence udało się szybko pojawić na świecie. Ujrzeliśmy Lenkę, była cała sina, ale pomyślałam no tak skoro rodziłam ją w niespełna godzinę to dziecko wymęczone mogło nabrać takiego kolorytu skóry. Jednak nie sądziłam, że coś może być nie tak. Nie była owinięta pępowiną, bo pępowina była tak krótka, że Lenkę udało się położyć mi jedynie na brzuchu. Wszystko wydawało się być w porządku. Lenka została zważona, zmierzona i dostałam ją w końcu do ręki. Miałam ją tą przysłowiową godzinę po porodzie, mogłam się nią nacieszyć, przytulić. Była taka malutka i drobniutka i sina… Co było dalej… Zabrano ją na noworodki a mnie przewieziono po godzinie na salę poporodową. Kazali odpoczywać, ale ja nie mogłam się skupić, nie mogłam spać, nie wiem coś było nie tak. Poprosiłam męża, żeby przywieźli mi Lenkę. Mąż wraca sam. Nie dadzą nam jej. Jest podpięta pod wszelkiego rodzaju sprzęty i leży w inkubatorze. Nie zważając na to, co będzie poszłam ją zobaczyć. Kilka godzin po porodzie latałam jak oszalała po oddziale, zapomniałam o tym że rodziłam, zapomniałam o ciągnących szwach i o bólu. A dalej znacie historię jeśli czytaliście wcześniejszy wpis. Nikt nie chciał nam udzielić jakiejkolwiek informacji, trzeba było szukać ordynatora. Dowiedzieliśmy się, że Lenka po przewiezieniu na salę noworodków wymagała podpięcia pod sprzęt umożliwiający jej normalne oddychanie, miała zaburzenia oddychania i krążenia do tego wpadała w hipotermię, dołączyła żółtaczka, osłabiony odruch ssania, karmienie sondami donosowo i dogardłowo, po interwencji męża przeniesiono nas do drugiego szpitala, skąd dalej udało nam się wrócić do domu. Na krótko – to prawda, bo potem znów czekał na nas szpital, jednak to już inna odrębna historia – infekcja jest rzeczą normalną i często spotykaną, więc mogło się zdarzyć każdemu. Ale wracając do Leny – w tamtej chwili gdy leżała w inkubatorze nie zdawałam sobie sprawy co tak naprawdę trzyma ją przy życiu – gdyby nie te maszyny nie wiem co by było. A na każdej maszynie znaczek WOŚP. 
WOŚP – nawet nie wiecie ile to dla nas znaczyło!!! Tak wiele dobra czynicie. Ja osobiście będę mieć dług wdzięczności do końca swoich dni. Gdy przewożono nas do drugiego szpitala Lenka była przewożona w specjalnym inkubatorze również ze znaczkiem WOŚP. Uwierzcie mi to wszystko znaczy tak wiele dla nas. Nikt nie chciałby oglądać swojego dziecka przez szybkę, jechać za karetką autem i modlić się o to aby ten koszmar się skończył. Ale gdyby nie Wy nie wiem co by było…
Strasznie, ale to strasznie Wam za to dziękuję :*

Comments (16)

  • Mama Kubusia says:

    przykro się czyta takie opowieści …ale i z nadzieją jakąś taką ….że wrzucanie do tych puszek ma sens 🙂

    • zuzulenka says:

      Ma i to ogromny sens!!! Szkoda tylko, że człowiek zwykle rozumie takie akcje gdy sam potrzebuje pomocy. Ja postaram się swój błąd naprawić.

  • pamiętam te dni ze łzami w oczach i Ciebie sama taka roztrzęsioną w oczach miałaś przeraźliwy strach a mi samej po przekroczeniu progu waszego pokoju popłynęły łzy rwącym potokiem, to było straszne przeżycie nawet patrząc z boku na tak maleńkie Cudo jakim była i jest Lena a co powiedzieć gdybym to ja była na Twoim miejscu….. rozleciałabym się jak domek z kart .AH SILNA JESTEŚ MATKO i bardzo bardzo dzielna oby już nigdy prze nigdy żadna z dziewczynek do szpitala nie trafiła chyba że rodzić własne dzieciątko całuje i tule nasze cudowne dziewczynki bardzo mocno:******
    ehhhh no i płacze przez was :*

    • zuzulenka says:

      Każda matka znajdzie w sobie siłę w takiej sytuacji. Ale pamiętajmy, że nawet najtwardsza z nas uroni łzę i to nie jedną….

  • Asiu jesteś bardzo dzielna mimo wszystko! Takie posty jak ten, z pewnością uczą nas, aby nie przechodzić obojętnie obok akcji WOŚP.

    • zuzulenka says:

      I właśnie dlatego go na pisałam. Ze wstydem się przyznaję, że do tej pory sama przechodziłam obojętnie, bez większego entuzjazmu. Dziś wiem, że to wszystko ma sens.

  • Mio i Mao says:

    WOŚP wspieramy rokrocznie i w dniu akcji, ale również odpisując 1%. To najcudowniejsza inicjatywa, która zdarzyła się w naszym kraju.

  • KaroDeco says:

    Zgadzam się, że warto wspierać!
    Świetny, treściwy wpis, Asia!
    Silna jesteś i to nie pierwszy raz pokazałaś, udowodniłaś! Wiem to nie tylko ja 😉

  • lavinka says:

    Zgadzam się z Mio i Mao, to najcudowniejsze, co zdarzyło się w naszym kraju od czasu przemian roku 89. Pamiętam pierwsze Orkiestry jeszcze z liceum, polska służba zdrowia była w straszliwym stanie, bo kościół ważniejszy. W końcu do tej pory nie ma kasy na wiele specjalistycznych badań, bo co roku KK dostaje od państwa 3/4 pieniędzy, które dostaje jedno województwo. Gdyby te 700mln rozdzielić na szpitale, WOŚP nie byłoby potrzebne. Pewnie dlatego kościół tak Owsiaka nie znosi…

    • zuzulenka says:

      Prawie każdy sprzęt na oddziałach dziecięcych i neonatologicznych jest oznaczony naklejką WOŚP. Ja nie wiem co by było, gdyby nie oni. Wiele dzieci zapewne nie dało by się uratować, przez wzgląd na brak sprzętu… To straszne… I co chwila słyszy się, że znów zabierają pieniądze na badania specjalistyczne noworodków…

  • baba.tu says:

    Nigdy nie wątpiłam w słuszność WOŚP.
    Na szczęście udaje się pomagać wielu dzieciom.
    Na szczęście Lena cieszy Was swoją obecnością w domku i JEST.
    W tym roku również wrzucimy do puchy 🙂

    • zuzulenka says:

      Ja może nie tyle wątpiłam w słuszność tej akcji, co wydaje mi się zbyt mało dawałam od siebie. Zawsze starałam się wrzucać do puszek jakiś pieniążek, ale teraz mam wrażenie, że to i tak było za mało, że mogłam zrobić więcej.

  • Kate says:

    My zawsze wspieramy WOŚP bo dobrze wiemy jak bardzo pomagają. A gdy słyszę negatywne wypowiedzi na temat Jurka to scyzoryk mi się w kieszeni otwiera.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *