Wpis

Jesiennie po raz kolejny

Jesiennie po raz kolejny
Wybaczcie Kochani, że tak rzadko zamieszczam wpisy na blogu. Pisałam Wam, że przechodzimy ostatnio niezłą szkołę życia i moja głowa jest zajęta załatwianiem urzędowych spraw. Jeszcze przyjdzie czas, kiedy opiszę Wam całą historię. Dziś jednak nie zamierzam zaprzątać Wam tym głowy.
Dziewczynki nadal siedzą w domu, Lenka kończy kurację antybiotykową. Przez te okropne leki przypałętała się do niej biegunka i odpieluszkowe zapalenie skóry. Istna walka z wiatrakami… Zuzia na szczęście ma się lepiej, a świadczą o tym jej nadzwyczajne humory jakie codziennie nam pokazuje. Na dodatek wkroczyliśmy w etap pytań: „po co?”, „dlaczego?”, itp. Buzia jej się nie zamyka, a żeby tego było mało zrobiła się okropnie uparta i zawsze stawia na swoim. Aż wstyd się przyznać, ale my – rodzice musimy dosyć często jej ulegać, bo na wszystko reaguje wrzaskiem, i krzykiem. A tak starałam się być asertywna, ale niestety czasem i mi zdarza się ulec jej urokowi i tym cudownym zielonym oczętom 😀
Z racji poprawy Zuziakowego stanu zdrowia postanowiłyśmy skorzystać z weekendowej, przepięknej pogody i udałyśmy się na podbój placu zabaw 🙂 Słoneczko pięknie ogrzewało nasze buziaki, pogoda była wręcz cudowna, a Zuzia przeszczęśliwa, że w końcu mogła szaleć do upadłego na świeżym powietrzu. I faktycznie zabawa była „do upadłego”, bo gdy tylko wróciła do domu, przytuliła głowę do poduszki i zasnęła w jednej sekundzie 🙂
Na szczęście tym razem Mama uzbroiła się w aparat i udało się zrobić kilka zdjęć z naszych szaleństw. Co prawda ruchliwa Zuzia jest dosyć trudnym obiektem do sfotografowania, ale mam nadzieję, że zdjęcia nie wyszły aż tak źle 🙂 Odkryłam w sobie nową pasję i mam nadzieję, że idę w dobrym kierunku 🙂
Buziaki :* :* :*

Comments (2)

  • Kamciaaa says:

    Zuzia zmienia się z dnia na dzień 🙂 jest taka "dorosła" .

  • lavinka says:

    Nie dziwię Ci się, że ulegasz, też mam małego terrorystę na pokładzie, też raczej ustępuję, bo cenię sobie spokój i ciszę zamiast ciągłych histerii i awantur. Co prawda moja mało mówi, ale na swoim umie postawić, takie ziółko. Trochę mi tyły robi rodzina, bo jest jedynaczką, najmłodsza w rodzinie, wszyscy ją traktują jak maskotkę, więc jest przyzwyczajona, że wszystko jej wolno. Ale też nie jest najgorzej, pocieszam się że zdrowa. Ty na pewno mnie rozumiesz, bo pewnie zamieniłabyś niejeden dzień choroby na 10 walki z humorami dziecka, ale zdrowego. Trzymam kciuki za rychły powrót do zdrowia, szkoda tracić czas w domu, gdy tak kolorowo na dworze 🙂

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *