Wpis

Kartka z kalendarza

Kartka z kalendarza
Pierwszą wyprawę do przychodni z dwójką maluchów mam za sobą 🙂 Zawsze, gdy coś się działo to jedno z rodziców brało dziecko pod pachę i leciało do lekarza, z drugim zostawał drugi rodzic. Jednak są sytuacje, w których nie da się inaczej, Tata musiał iść do pracy a Mama z Babcią Tereską musiały zmierzyć się z rzeczywistością i humorami Dziewczynek. No cóż, kiedyś trzeba odbyć bilans dwulatka, a to że akurat pokrył się on ze szczepieniem Lenki, to już czysty przypadek. 
Jak to wyglądało?
Jak wiecie zapewne z naszych codziennych wpisów Facebook’owych Zuzia od kilku dni chodzi bez pieluchy, więc wyprawa z nią gdziekolwiek jest dla nas nie lada wyzwaniem. Pakujemy w torby kilka par ubrań na zmianę w razie małej awarii. Tego właśnie dnia nasza torba z rzeczami dziewczynek była tak napakowana, że dwa wózki ledwo mieściły wszystkie potrzebne rzeczy 🙂 Przychodnię mamy pod nosem, więc popędziłyśmy do niej tuż przed umówioną godziną. Już w poczekalni zaczęły się pierwsze Zuziakowe fochy. Gdyby nie cud techniki, jakim jest telefon to nie wiem jakby się to skończyło. Polecam żabkę z gry Cut The Rope 🙂 Pierwsza do gabinetu została poproszona Zuzia. Najpierw miała być tylko mierzona i ważona, a i to sprawiało jej problem 🙂 W domu potrafi ważyć się co chwila, a w przychodni nie chciała postawić nawet jednej nogi na wadze. Dopiero po dłuższej chwili zrozumiała, że waga nie jest dla niej zagrożeniem. Mierzenie również nie należało do najłatwiejszych, stanie pod ścianą w jednym miejscu, przez 3s, bez poruszania to przecież straszny problem 🙂 Miara została cudem pobrana i takim sposobem Zuzia w wieku 2 latek i 2 miesięcy ma 90cm i 14,3kg. Z tego co udało mi się usłyszeć wśród krzyków, to Zuzia mieści się w 90 centylu. No duża jest ta moja kobietka 🙂 Po Zuzi przyszedł czas na pomiary Lenki, Zuzia w tym czasie zaczęła uskuteczniać swoje foszki i na krok nie odstępowała od Mamy, więc to Babcia musiała asystować pielęgniarce podczas pomiarów. Lenka po profesjonalnym zmierzeniu i ważeniu ostatecznie waży 7,5kg i mierzy 69,5 cm. Oczywiście w starej przychodni źle ją mierzyli bo wyszło, że ostatnie pomiary były większe niż te wczorajsze. U Lenki centyle wyglądają nieco inaczej, jest dosyć długa jak na swój wiek, a wagowo z kolei bardzo drobniutka. Po pomiarach przyszedł czas na badanie Zuzi, uwieszona na mojej szyi nie chciała się oderwać, a na widok Pani Doktor wrzeszczała na cały głos. Osłuchiwanie – tylko na rękach Mamy, rozbieranie – o zgrozo, nie mogę zapomnieć tego płaczu, po wszystkim tuliłam ją na rękach i myślałam, że serce mi pęknie. A Lenka dzielnie czekała na swoją kolej. Była spokojna, dała się zbadać, ale co ze szczepieniem? Cóż ktoś musiał odwrócić uwagę Zuzi od kłucia Leny. W planach to ja miałam trzymać Lenkę podczas ukłucia, a w rzeczywistości było inaczej. Gdy wzięłam Lenkę na ręce, Zuzia też chciała być tam gdzie Mama i tym sposobem to Babcia trzymała naszą małą Kruszynkę, a Mama musiała stać za drzwiami z Zuzią, która rozpaczała za Lenką. Gdy usłyszała jej płacz to zapewne domyślacie się co się działo? Jakby mogła, to wparowałaby tam i wyrwała pielęgniarce strzykawkę 🙂 Na szczęście udało mi się ją powstrzymać. Po wyjściu z przychodni odetchnęłyśmy z ulgą i udałyśmy się na małe zakupy. Z pomocą Babci po całym dniu biegania po sklepach udało nam się kupić kreację na chrzest Lenki. I uwierzcie mi, obleciałyśmy dwie pobliskie galerie i nie znalazłyśmy tam kompletnie nic. Dopiero po południu wyruszyłyśmy już z samą Lenką do centrum miasta i w małym butiku udało nam się trafić coś naprawdę wyjątkowego i ładnego. Cały dzień gonitwy po sklepach zakończony sukcesem 🙂
Dziś mogę powiedzieć jedno, że następnym razem będę wystrzegać się wspólnych wizyt dziewczynek u lekarzy. Cud, że była ze mną Babcia bo inaczej poległabym na placu boju. Zuzia jest bardzo związana z Lenką i jak usłyszy jej płacz to włącza jej się czerwona lampka. Nigdy nie bała się lekarzy, nie wiem co się stało, że nagle zaszła u niej taka zmiana, przecież nikt w przychodni nie dał jej powodów do nerw, dostała nawet małe puzzle do układania od Pani Doktor. A może to etap totalnego buntu? Boże, mniej litość dla Matki Polki 😀

Prywatna torba Zuzi od Tatiego 🙂

Comments (12)

  • kasia_fd says:

    mojej Em aż się oczy zaświeciły jak zobaczyła torbę i sukienkę 🙂

  • Anonimowy says:

    Jaki rozmiar ma ta sukienka Zuzi? wygląda w niej ślicznie

  • Agnieszka M says:

    To miałaś niezłą wyprawę 🙂

  • lavinka says:

    O rany, moja mając rok i dziewięć miesięcy ma już 89 cm. Do bilansu przebije 90 na pewno. A ubranka co chwila robią się za ciasne…
    Współczuję wyprawy z dwójką, ja z jednym potrzebuję drugiej osoby do pomocy, umawiamy się do lekarza razem z Niemałżem, w wyjątkowych sytuacjach pomaga mi babcia. Kluska ma dla odmiany hejt na stetoskop. na jego widok wpada w szał i chce uciekać. Nawet wyciągnęłam jej do zabawy stary stetoskop wujka, żeby się oswoiła, może z czasem się jej odwidzi. To chyba rzeczywiście "dwulatkowe" bunty. Nie wyobrażam sobie siebie z jeszcze jednym "szczęściem" pod pachą. Jesteś moją idolką, podziwiam, stawiam pomnik i się modlę! 😉

    • zuzulenka says:

      Haha 🙂 Pomnik to ja postawię mojemu Mężowi, bo on potrafi z dwójką poradzić sobie wyśmienicie, wyjście na zakupy czy do lekarza to dla niego żaden problem, a Dziewczynki przy nim to istne aniołki 😀 Jak nic Tatusiowe córy 😀

  • Mio i Mao says:

    Mnie również ratuje telefon w sytuacjach awaryjnych. Gra Pou to mój zbawca.

  • karolca says:

    Mamy taką samą torbę:)
    Kilka dni temu musiałam wybrać się z trójką dzieciaczków na spacer. Nie sądziłam, że wyszykowanie siebie i tej trójki to prawie godzina. No i aby nie było zbyt różowo, to każde z tej trójki żądało na spacerze czegoś innego i chciało isć w inną stronę.

    • zuzulenka says:

      Torbę Tatuś wyhaczył gdzieś dla Zuzi 🙂 A za trójeczkę dzieciaczków podziękuję, dwoje mi wystarcza 🙂 Ale nigdy nie mów NIGDY 🙂

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *