Wpis

Matka matce wilkiem – to żałosne

Matka matce wilkiem – to żałosne
Boże widzisz i nie grzmisz?!
Tylko takie słowa nasuwają mi się na usta w tej chwili…

Z tego co pamiętam to właśnie Kobieta – Matka została stworzona do wyższych celów, jakim jest rodzenie dzieci. Z  anatomicznego punktu widzenia tylko ona ma predyspozycje do tego aby wydać na świat potomstwo… Pytam się wszem i wobec, jak to możliwe że zamiast okazywać takiej kobiecie szacunek i bić przysłowiowe pokłony, dziś czytam pod jakimś artykułem komentarze, że najlepiej byłoby aby Matka, która ma dziecko (rozwydrzone, hałaśliwe) zamknęła się z nim w domu i nie wychodziła do ludzi przez jakieś mniej więcej 10 lat, bo przecież dopiero w tym wieku jesteśmy w stanie zjeść z takim dzieckiem spokojnie obiad w restauracji czy zrobić zakupy bez wysłuchiwania ciągłego płaczu… 
Artykuł o którym pisze jakoś szczególnie mnie nie poruszył. Jestem Matką, ale są jakieś zasady, których ewidentnie będę się trzymać. Nie karmię piersią, co nie oznacza, że widok karmiącej Matki mnie przeraża. Jeśli robi to w sposób dyskretny – mogę rzec tylko niech sobie karmi a mi to lata koło nosa, ważne, że nie świeci mi przed oczyma swoimi piersiami. Zmiana pieluchy na stole restauracyjnym – wybaczcie, ale nie chciałabym potem na tym stole jeść 🙂 Poszłabym do auta i tam zmieniła pieluchę lub zwyczajnie w toalecie. Ale na litość boską, jeśli komuś przeszkadza to, że moje dzieci są hałaśliwe, rozbrykane i zwyczajnie krzykną lub zapiszczą w restauracji, to w takim razie faktycznie nie powinnam korzystać z jakiejkolwiek opcji poruszania się z nimi czy to do sklepu czy przychodni, bo przecież w trakcie czekania w kilometrowej kolejce jakiejś szanownej Pani czy Panu może przeszkadzać płacz mojego dziecka. 
Ludzie obudźcie się, Wy też byliście dziećmi!!! Jak takie małe, nie mówiące jeszcze dziecko ma zaanonsować rodzicowi, że oczekuje zaspokojenia swojej potrzeby (czy to siku czy jedzenia)…
Żadna Matka nie oczekuje, że wszyscy będą ją przepuszczać w kolejkach, ustępować miejsca czy tworzyć dla niej oddzielne restauracje, ale potarzam raz jeszcze – szanujmy się!!! Niektóre wypowiedzi powalają mnie na kolana, nie spodziewałam się, że żyję w kraju bezdusznych ludzi, którzy najchętniej zakazaliby Matkom poruszania się wózkami po ulicach i korzystania z podstawowej opieki zdrowotnej czy innych publicznych miejsc… To żałosne..
Tyle w tym temacie.
Emocje wylałam, nie oczekuję poparcia, ale oczekuję zrozumienia dla Matek. 
Dziękuję za uwagę!!! 🙂

Comments (5)

  • lavinka says:

    Chyba źle zrozumiałaś artykuł. Moim zdaniem jeśli dziecko nie umie się zachować w restauracji, o rodzicu nie wspomnę, to nie powinni tam bywać. Albo albo. Idąc z dzieckiem w miejsce, gdzie będą inni ludzie jestem gotowa w każdej chwili wyjść. Kiedy mała była niemowlakiem, nosiłam składany przewijak na wypadek jego braku w toalecie. Zanim poszłam do jakiejś knajpy z dzieckiem, sprawdzałam jak wygląda sprawa sanitariatów, bo opcja przewijania z kupy obok talerza w ogóle nie wchodziła w grę. Ludziom brak kultury, a rodzicom zwłaszcza i nic dziwnego, że otoczenie się denerwuje. Ja też się denerwuję, jak po ciasnej kawiarki gania czwórka dzieci i totalnie nikt nie wie, czyje one są, bo rodzice udają, że ich nie ma. Czasami mam wrażenie, że rzeczywiście ich nie ma, tylko podrzucili tu dzieci i poszli napić się kawy do sąsiedniego lokalu.

    • zuzulenka says:

      Kochana, właśnie napisałam, że mój wpis nie dotyczy artykułu tylko komentarzy pod nim. Rozumiem zbulwersowanie niektórymi zachowaniami, ale to, że moje dziecko niecierpliwi się bo jest głodne i popłacze przez chwilę, kiedy ja podam mu coś do jedzenia, to chyba lekka przesada, żeby robić aferę… Są sytuacje przypadkowe, więc dlaczego ma bekać za to cały naród? Kiedy widzę, że moje dzieci w miejscu publicznym hałasują i mimo prób uspokojenia nie radzę sobie z nimi, pakuję rzeczy i wychodzę, ale jak czytam gdzieś komentarz, że komuś przeszkadza wózek stojący przy wejściu do lokalu??? No nóż w kieszeni mi się otwiera… Tak jak pisałam, to reakcja na komentarze a nie na sam artykuł 🙂

  • Ja nie wiem co sądzić o tym artykule. Osobiście nie wychodziłam z dzieckiem do restauracji przynajmniej do momentu aż sama zaczęła sikać czyli około 2 lat. Nie ciągnę dzieci do marketu a jak widzę matkę z niemowlęciem na zakupach to mnie krew zalewa. A w knajpie nie przystosowanej dla dorosłych – szczerze nie powinno być dzieci. Od tego są Mc donaldy i inne takie.

    • Anonimowy says:

      fajnie,że masz z kim zostawić dziecko żeby go nie ciągnąć ze sobą – ja nie mam takiej możliwości i jedyna opcja żeby zrobić zakupy to iść z dzieckiem, sobie coś kupić – iść z dzieckiem. staram się przy tym ogarnąć młodego jak mogę ale każdy wie,że dziecko czasami ma swoje humory i nie do końca robi to co chcą rodzice ale czy to oznacza,że nie mając np. dziadków którzy mogą się wnukiem zająć ja mam siedzieć w domu? poza tym dziecko chowane na "dzikusa" chyba gorzej będzie reagowało na wszelkie wyjścia jak będzie starsze i nieprzyzwyczajone…

    • zuzulenka says:

      Ja powiem tak – jestem w stanie wszystko zrozumieć. Są sytuacje, w których wyjście matki do sklepu jest konieczne, nawet z niemowlęciem, trzeba starać się zrozumieć drugiego człowieka (może jest samotna, może nie ma nikogo do pomocy). Wielokrotnie znalazłam się w sytuacji kiedy musiałam ciągać dwójkę dzieci do lekarza, do sklepu bo nie miałam z kim ich zostawić. Oczywiście są pewne granice, których rodzic przy zdrowych zmysłach nie powinien przekraczać i to jest dla mnie absolutnie logiczne.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *