Wpis

Moje ciało

Moje ciało
Dziś trochę o mnie, a nawet trochę więcej niż tylko trochę.

Nie wiem jak to jest, ale kiedy spaceruję sobie ulicami naszego miasta, mijając co chwila jakieś postacie, często zadaję sobie pytanie, kim są Ci ludzie?, jak bardzo się zmienili w ostatnim czasie?, jak bardzo zmieniło się ich życie przez ostatnich kilka lat?
Dziś napiszę Wam jak to było ze mną.
Od zawsze byłam gadułą, której buzia nie zamykała się na sekundę. W szkole cicha, taki typowy kujon, który otwierał się jedynie w towarzystwie ludzi, przy których czuł się swobodnie. No a jak już się rozkręciłam, to nie było opcji zamknięcia buzi na kłódkę 🙂 To, że byłam szczupła od zawsze było dla mnie normą. Dla jednych za chuda, dla innych normalna, nigdy nie wiedziałam co to znaczy przytyć, po prostu zwyczajnie taka się urodziłam. Ciągle w ruchu, nie wiedziałam co to znaczy odpoczynek czy poobiednia drzemka. Większość czasu spędzałam aktywnie. Nawet kiedy poznałam Zuzulenkowego Tatę, nasze dni w większości wypełniały spacery. Zuzulenkowy Tata często powtarza mi, że się bardzo zmieniłam od tamtego czasu. Słyszę to na każdym kroku. Znajomi, którzy nie widzieli mnie ładnych 10 lat, z trudem rozpoznają mnie na ulicy. Mam tego świadomość, ta dawna chudziutka dziewczyna poszła w zapomnienie. Blond pasemka zniknęły z mojej głowy, a dziś stoję przed Wami ja – poważna, a jednak niepoważna, Mama dwójki dzieci, żona i „perfekcyjna” pani domu…
Nie chciałam nigdy poruszać tematu swojego wyglądu, bo ten kto mnie zna, wie że nie jestem z niego w 100% zadowolona. Zaczynam powoli akceptować siebie taką jaka jestem, więcej z siebie nie wycisnę. Ćwiczenia nie są dla mnie – niestety musiałam je przerwać, każde podejście kończyło się poważniejszymi dolegliwościami zdrowotnymi. Dziś wiem, uświadomiłam to sobie, że inna być nie mogę. Niegdyś ważąca jakieś 54kg przy wzroście 170cm, a dziś nie mogę zejść poniżej wagi 63kg. Taki mój urok, choćbym usilnie próbowała, moja walka kończy się fiaskiem. Czy jest mi z tym źle? Nie do końca. Urodziłam dwoje dzieci, dwie piękne córki!!! Każda fałdka na moim ciele jest okupiona ciężkim wysiłkiem włożonym w te dwa porody. Każdy rozstęp świadczy o mojej dojrzałości i jest dla mnie w pewien sposób ukoronowaniem tej ciężkiej walki, jaką stoczyłam, w szczególności w przypadku Lenki. Nie mam ciała nastolatki, bo nią nie jestem. Małolata zniknęła, została 27-letnia kobieta. Pewna siebie i starająca się twardo stąpać po ziemi 🙂 Czasem może przesadzam, ale Zuzulenkowy Tata szybko reaguje i w chwilach słabości doprowadza mnie do porządku 🙂
Kochane Mamy nie wstydźmy się siebie! Jesteśmy na swój sposób piękne! Z dumą pokazujmy swoje ciało, które choć może nie zawsze jest idealne, to jednak w jakiś sposób nim jest. To dzięki niemu na tym świecie pojawiły się nasze dzieci!!! Choćby zdobiło mnie tysiące rozstępów, miliony fałdek, nadal byłabym szczęśliwa – bo mam moje ukochane córki, najpiękniejsze na świecie, całe i zdrowe. Jeśli ktoś tego nie rozumie to ma problem. Nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba!

Comments (14)

  • Anonimowy says:

    kochana daj mi ta wage!!! ja ja chcę:) przed ślubem ważyłam 54kg, urodziłam nikodema szybko 50kg i aen nie moge przytyć;( udało się jakis zas temu 56kg i co dupa zbita znów 52 nie umię i tylę to co zjem nie zdrowo przez kilka miesięcy wystarczy ze odstawię zapomne o tym lecę;(((( ania barwacz

  • zuzulenka says:

    Ja niestety mimo jedzenia i niejedzenia, zdrowego odżywiania i innych zabiegów nie mogę zrzucić tej wagi… Jakby tylko była taka możliwość to z chęcią oddam te przynajmniej 3 kg 🙂 Ale jakoś zdążyłam się już przyzwyczaić do swojego wyglądu 🙂

  • lavinka says:

    Masz moją wagę idealną. No, nawet 66 bym nie pogardziła. A mam tylko 8cm więcej. Nigdy nie lubiłam swoich sterczących kości. Z wiekiem przybyło mi mięśni i już nie jestem takim patyczakiem, jak za młodu, ale nie obraziłabym się o kolejne kilogramy. Niestety w mojej rodzinie tyje się dopiero po trzecim dziecku, lub po menopauzie. A ponieważ więcej dzieci raczej mieć nie będę, muszę zapomnieć o powiększaniu gabarytów na jakiś czas. Tak jak Tobie szkodzą ćwiczenia, tak mnie obżeranie się ponad miarę. Raz tak sobie konkretnie rozwaliłam żołądek. :/ Wiem, Twoje ciało się nagle zmieniło w ciągu kilku lat i jeszcze nie przywykłaś. Ale z czasem to się zmieni. Rozstępy ponoć potrafią się wchłonąć po kilku latach. a przynajmniej pojaśnieć. Mnie została blizna po cesarce. Mam po prostu uśmiechnięty brzuszek, traktuję go jako pamiątkę. Dzięki bliźnie przypominam sobie trudy nieudanego porodu i to, jak niewiele brakowało, by moje dziecko nie miało matki w ogóle. Pojaśniała i trzeba się bardzo wpatrywać, by ją dojrzeć. Ale ja ją widzę i wcale nie czuję, by mnie oszpecała. Niemałż ze swoim słabym wzrokiem chyba o niej zapomniał 😉

    • zuzulenka says:

      Najlepsze jest to, że to z reguły kobieta nie akceptuje swojego wyglądu, a jej partner tak naprawdę nie zauważa tych niewielkich zmian 🙂 Zuzulenkowy Tata i mnóstwo znajomych powtarza mi, że z kilkoma kilogramami więcej jest mi znacznie lepiej, chyba faktycznie muszę się przyzwyczaić 🙂

    • nellavita.pl says:

      tak samo mysle znamy sie kope lat i tak jak teraz jest sexi;p

    • zuzulenka says:

      No trochę się zmieniłam od kiedy się widziałyśmy, ale na niektóre rzeczy zwyczajnie nie mamy wpływu. Wygląd to nie wszystko – liczy się to co masz w sercu i głowie 🙂

  • Asiu wymiatasz na tym zdjęciu! Podoba mi się Twoje podejście, bo jest zdrowe. Ja mimo takiej samej wagi co sprzed ciąży to jednak w odmienionej skórze. Ale akceptuję siebie, bo dopiero jak same siebie pokochamy to damy na to szansę innym. Ściskam!

    • zuzulenka says:

      Dziękuję Madziu :* O to chodzi, jeśli my nie zaakceptujemy siebie to inni też będą mieli z tym problem. Również ściskam mocno :*

  • asiasadlo says:

    ale mądry post- bardzo mądry ;*

  • Anonimowy says:

    piękny post, piękna mama na zdjęciu. mam nadzieję,że po drugiej ciąży, w ktorej jestem też uda mi się siebie zaakceptować. narazie boję się czy moje ciało bardzo się zmieni, czy wrócę do formy tak szybko jak 1,5 roku temu…
    ps. pytanie z innej beczki – jak ogarniałaś i ogarniasz sama spacery z taką małą dwójką dzieci?

    • zuzulenka says:

      Dziękuję 🙂 Myślę, że wrócisz znacznie szybciej 🙂 Przy dwójce dzieci jest mnóstwo pracy, więc dzięki większej ilości ruchu kilogramy lecą w dół jak szalone 🙂 Ja zgubiłam je dosyć szybko, ale raczej bardziej zadziałał stres niż aktywność, choć nie proponuję nikomu tej opcji odchudzania, bo nie wychodzi ona na zdrowie.
      Co do spacerów – niestety na początku to była moja zmora… Mieszkam w mieście, w bloku na 2 piętrze i schodzenie z dwójką dzieci było naprawdę wyzwaniem, do tego pilnowanie małego uciekiniera. Teraz starsza córka jest już bardzo samodzielna, nie ucieka tak jak to było kiedy urodziła się Lenka, więc z upływem czasu jest dużo łatwiej. Początkowo spacery były zawsze w obecności drugiej dorosłej osoby, czasem porywałam się na wyjście z dwójką, ale jedynie na plac zabaw obok bloku, tak aby nie kręcić się w pobliżu ruchliwej ulicy. Być może rozwiązaniem byłby podwójny wózek lub nosidełko? My korzystaliśmy z tej drugiej opcji i naprawdę ją sobie chwalę, najważniejsze jest bezpieczeństwo dzieci, a mając wolne ręce mogę znacznie więcej podczas spaceru. Warto to przemyśleć 🙂

    • Anonimowy says:

      ja mieszkam na 4 – bez windy, dlatego ta wizja przeraża mnie bardzo. i nie mam w moim mieście nikogo z rodziny do pomocy, ale wierzę że dam sobie jakoś radę- musze 🙂

    • zuzulenka says:

      Z pewnością dasz radę! Pomyśl o nosidle, bo w takiej sytuacji pomoże Ci z pewnością podczas schodzenia z 4 piętra na dół.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *