LifestyleParenting

Moje własne szczęście

Moje własne szczęście

Kto nas dobrze zna, ten wie jak wygląda nasze życie w realu. Nie jesteśmy w stanie być z Wami 24h/dobę, bo zwyczajnie połowę albo nawet większą połowę tego czasu poświęcamy pracy, czasem zwyczajnie brak nam chwili tylko dla siebie. Plany wyjazdowe i wakacyjne? To nie dla nas, zawsze znajdzie się masa innych wydatków, albo zwyczajnie w ostatniej chwili wypadnie nam niespodziewana sytuacja, która rozsypuje nasze plany kawałek po kawałku. Prowadzimy szalony i przyspieszony tryb życia, uwierzcie mi, że czasami umieramy ze zmęczenia, a w domu czeka masa obowiązków i dwójka dzieci, które zasłużyły sobie na to, żeby rodzice po całym dniu w pracy spędzali czas właśnie z nimi. Czasem zasypiamy na siedząco, notujemy wszystko na tysiącach kartek, żeby o niczym nie zapomnieć, a i tak ostatecznie coś ulatuje nam z głowy. Nie jest łatwo, to gorący okres dla nas wszystkich, ale przyjdzie czas, że będziemy wspominać ten czas z uśmiechem na twarzy. Obiecałam sobie, że w całym tym naszym szaleństwie postaram się każdego dnia wygospodarować choć trochę czasu dla siebie. Nawet jeśli miałaby to być krótka chwila z kubkiem kawy w ręku, czy też nieco dłuższe wylegiwanie się w wannie z maseczką na twarzy. Prawda jest taka, że od kilku lat nie udało mi się tak naprawdę zrelaksować i odpocząć… Chyba nawet zapomniałam jak to się robi 🙂

Ponownie sięgnęłam z półki książkę „Hygge” i śmiem twierdzić, że powoli wracam na właściwe tory, pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, ale można je zaakceptować i uczynić z nich źródło szczęścia. Gorsze dni zdarzają się każdemu (czasem zdecydowanie zbyt często) i właśnie wtedy sięgam po moje hygge, biorę w dłoń książkę i czytam, bo to pozwala mi osiągnąć spokój i oderwać się na chwilę od ziemi.

Jest jednak jeszcze jedna rzecz a właściwie czynność, która działa na mnie kojąco. Kocham moje dzieci ponad wszystko, czasami potrafią zaleźć nam nieźle za skórę, mam wrażenie, że bunt dwulatka trwa u nas już jakieś 4-5 lat 😀 Ale wiecie co, mimo tego wszystkiego nie wyobrażam sobie życia bez nich, mimo że czasami opadam z sił to nie zamieniłabym tego życia na inne. Najpiękniejsze są chwile kiedy tak leżymy sobie razem wieczorem w ich łóżku, przytulamy się mocno i opowiadamy sobie bajki na dobranoc. Nawet nie przypuszczacie ile pomysłów siedzi w główce takiego małego człowieczka, a bajki w ich wydaniu są po prostu odjechane 😀 Inaczej tego nie mogę nazwać 🙂 Z reguły nasze wieczorne wylegiwanie kończy się tym, że zasypiają wtulone we mnie, a ja mogłabym wtedy tak leżeć i patrzeć na nie godzinami. Podziwiam ich każdą rysę, gładzę ich główki i ściskam te malutkie rączki, i ciągle, ale to ciągle nie wierzę, że są moje, nasze, że po prostu SĄ. To właśnie te chwile są lekarstwem na całe zło, to właśnie te chwile są moim hygge – powodem do szczęścia, nie muszę go nigdzie szukać, mam je tuż obok <3

 

Comments (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *