Lifestyle

Nic nie dzieje się bez przyczyny

Nic nie dzieje się bez przyczyny

Witajcie Kochani!

Kiepsko zaczęliśmy ten Nowy Rok, szpital i inne niemiłe wydarzenia… Każdego dnia myślę sobie, że to wszystko ma jakiś ukryty sens, że Bóg wystawia nas na liczne próby, po to abyśmy stali się silniejsi, aby było nam łatwiej zmagać się z przeciwnościami losu. Kłody rzucane nam pod nogi bywają dosyć duże i ciężkie do przeskoczenia, jednak wierzę, że uda nam się je pokonać raz na zawsze.

Rok 2016 jest dla mnie trudnym rokiem, bóle głowy doprowadziły do tego, że spędziłam kilka ładnych dni w szpitalu na oddziale neurologicznym, czeka mnie jeszcze dłuższa diagnoza i obserwacja, na szczęście wszystko to będzie się już odbywało poza murami tego miejsca. Każdy dzień spędzony poza domem był dla mnie czymś trudnym, zostawienie z dnia na dzień swojej rodziny nie było łatwe. Wyobraź sobie, że dziś wychodzisz do pracy, masz w ręku torebkę i nic poza tym i już tam nie wracasz, tak po prostu. Twoje dzieci nie wiedzą co się dzieje, Ty również… Nie życzę nikomu, aby znalazł się w takiej sytuacji… Przez cały tydzień nie widziałam swoich pociech, mogłam je jedynie oglądać na ekranie telefonu i to też nie zawsze, bo internet w jakiś magiczny sposób płatał mi figle na każdym kroku. Chciałam, żeby Zuzulenkowy Tata je przywiózł choć na chwilę, ale bałam się, że przez jeden głupi raz, mogłabym zafundować im jakieś choróbsko lub zwyczajnie to by jeszcze bardziej spotęgowało ich tęsknotę… Obiecywałam sobie: „Nie będę płakać, będę silna!”, nie mogłam się denerwować, ale jak tu się nie denerwować, kiedy osoby, które kochasz są tak daleko od Ciebie… Na szczęście rozłąka dobiegła końca, czeka mnie trudny czas, walka z bólami głowy, a do tego za nieco ponad miesiąc, mam kolejne ważne badania, które pozwolą w końcu zidentyfikować pewnego gościa, który pojawił się na mojej wątrobie, a raczej dwóch, bo jakimś trafem rozmnożyły się. Niestety felerny ze mnie model i od kilku lat na każdym kroku przytrafiają mi się jakieś niespodzianki w postaci guzków i innych nietypowych zmian… Staram się być silna, choć zawsze kiedy przychodzi czas badania kontrolnego płaczę jak małe dziecko, modlę się, żeby wynik nie był gorszy niż dotychczas.

Limit nieszczęść mam nadzieję, że został już wyczerpany i będzie nam dane cieszyć się wspólnym życiem. Tuż po moim wyjściu ze szpitala spadł śnieg i tak sobie myślę, że chyba to znak, taki prezent dla mnie, bo marzyłam o nim od świąt. Wierzę, że tak jest, przecież nic nie dzieje się bez przyczyny 🙂

Comments (6)

  • Malgorzata Stryjecka says:

    Zdrówka kochana, jesteś silna ale wiadomo ze matki serce krwawi gdy dzieci daleko. Życzę aby wszystkie badania wyszły dobrze, trzymam kciuki

  • Meg says:

    Zdrówka życzę w nowym roku!

  • Paula says:

    Zdrowia !! Aż mi łzy leciały jak to czytałam …

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *