Parenting

O byciu Mamą słów kilka…

Życie to nie bajka, życie pisze swój własny scenariusz.

Nasz scenariusz zaczął się 17 lipca 2010 roku, pierwszy rozdział sielsko-anielski trwał aż pełen rok, wtedy też zaczął się kolejny drugi rozdział, który przeniósł nas na wyższy poziom wtajemniczenia, pewne role zaczęły się zmieniać, a my z czasem stawaliśmy się coraz dojrzalsi i podejmowaliśmy wiele nowych decyzji w życiu. Jak to bywa w każdym dobrym scenariuszu znalazły się chwile lepsze i gorsze, chwile zwątpienia, chwile grozy, chwile jakie jeszcze pewnie jeszcze nie raz zdarzą się w przyszłości. 8 marzec 2012 roku sprawił, że moja rola – żony, zyskała nowe miano, byłam już nie tylko żoną mojego męża, ale też matką jego dziecka. Początki rodzicielstwa nie były łatwe, życie nas nie oszczędzało, na każdym kroku czekały na nas nowe wyzwania, daliśmy radę, wychowaliśmy mądrą i zdolną Córkę, z której jesteśmy strasznie dumni każdego dnia, jej samodzielność, jej kreatywność i jej niesamowite umiejętności sprawiają, że te cztery lata bycia Mamą i Tatą chyba nie poszły na marne. Styczeń 2013, nie wiem co Bóg chciał nam przekazać, ale ofiarował nam największy dar, dar życia, które każdego dnia rosło w moim brzuchu. Początki drugiej ciąży, ciąży której miało nie być, ciąży która każdego dnia mogła nie przetrwać. Każdy miesiąc dłużył się niemiłosiernie, każdy kolejny pobyt w szpitalu był dla mnie największym koszmarem, tęsknota za starszą Córką wykańczała mnie do granic możliwości, wiedziałam, że to nie będzie takie proste, a strach przed kolejnym porodem to była pestka w porównaniu z tym co czekało nas potem. Jednak ta bajka nie była taka piękna, 23 sierpnia 2013, pamiętam jakby to było dziś, znów ten sam rozwój zdarzeń, sączenie wód płodowych, które jakoś szczególnie nie wywołało paniki w moich oczach, spokojny telefon do Zuzulenkowego Taty, który w stresie wyczekiwał do końca pracy, po to aby zawieźć mnie do szpitala, tam wiedziałam, że sprawa szybko się rozwiąże przecież tak się zaczyna poród, tylko był jeden problem – 35 tydzień ciąży to nie był jeszcze ten czas… Akcja miała rozwiązać się w ciągu kilku godzin, niestety skurczy brak, wody nadal odciekają… Mija piątek, sobota, niedziela, sytuacja nadal trwa, setki badań, zachowany pęcherz płodowy, czułam jednak, że coś jest będzie nie tak. 26 sierpień 2013r poranny obchód, przerażenie personelu, „szybka”decyzja: oksytocyna, natychmiast do porodu. Oksytocyna nie zdążyła zadziałać, emocje sprawiły, że skurcze przyszły same jeszcze przed jej podaniem. Godzinę później pojawia się ona, ale coś było nie tak, czułam to, jednak kiedy trzymałam ją w ramionach wszystko przestało mieć znaczenie. Kiedy zostałam sama nie myślałam o niczym innym, chciałam ją jak najszybciej zobaczyć. Czułam się fantastycznie, bez porównania w stosunku do pierwszego razu, jakbym wcale nie rodziła. Na sali kazali mi odpoczywać, ja nie mogłam, chciałam ją zobaczyć, niestety nikt nie był w stanie wytłumaczyć nam czemu nie możemy mieć Córki na sali… Jest źle, bardzo źle… Każdy uspokaja, „Tak się zdarza!”, „Wyjdzie z tego”, aż w końcu „Poeksperymentujemy…”… Co to, to nie! Nigdy na to nie pozwolimy! Zmiana szpitala, widok wjeżdżającego inkubatora do karetki z naszym dzieckiem, naszym dopiero co urodzonym maluszkiem, to widok jakiego nigdy nie zapomnę, jeden wielki szloch, nie jestem w stanie zrozumieć czym sobie zasłużyliśmy na to wszystko… W pośpiechu jedziemy tuż za karetką, nic się nie liczy, tylko ona. Bóg jednak miał inny plan dla nas, zesłał nam cudownych ludzi, którzy przyczynili się do powrotu mojego dziecka do zdrowia. Będę im wdzięczna do końca mojego życia. Nadal nie było łatwo, pierwszy rok życia we czwórkę był pełen wyrzeczeń, rehabilitacji i chorób, ale warto było walczyć, by móc w tej chwili powiedzieć, że jestem podwójną Mamą. Czy po tym wszystkim chciałabym coś zmienić, czy po tym wszystkim mogę powiedzieć, że ta rola mnie przytłacza? Nie, to co przeszliśmy wiemy tylko my, nerwy których nigdy w życiu nie mogłam sobie wyobrazić, strach o życie własnego dziecka, to coś co jest największym koszmarem każdego rodzica. Dzięki takim doświadczeniom inaczej postrzegam życie, doceniam istotę życia, doceniam każdą chwilę spędzoną z moimi dziećmi. Takie święto jak wczoraj – Dzień Matki, jest dla mnie wyjątkowym świętem, dziecko to największy skarb, dar, który bardzo łatwo stracić, a bycie Mamą to największy przywilej, jaki jest nam dane otrzymać. Doceniajcie to Mamy, doceniajcie każdą minutę Waszego wspólnego życia, nie bójcie się mówić, że czasem jest Wam ciężko, mamy prawo do chwil słabości, ale uwierzcie mi warto poświęcać się dla tych małych istotek, to dla nich tu jesteśmy, to dla nich żyjemy 🙂

Comments (2)

  • malgorzata stryjecka says:

    Niby jestem z tobą od dawna niby przezywałam z Toba te chwile a i tak się popłakałam 🙁 Buziaki dla dziewczynek ,

    • zuzulenka says:

      Wiem Małgosiu,że byłaś wtedy z nami i dziękuję za wsparcie duchowe :* Czasami niestety wracają do mnie te wspomnienia, zawsze w takie dni jak Dzień Mamy, urodziny Lenki, itp. Zastanawiam się co by było gdyby… Na szczęście nasza historia ma dobry koniec, ale nie każdy ma takie szczęście, dlatego trzeba doceniać każdą chwilę, cieszyć się tym co jest teraz, nie myśleć o przyszłości. Wiele osób walczy z całych sił o swoje malutkie szczęścia, wiele z tych osób nie może ich mieć, dlatego choć czasami nam Mamom bywa ciężko, to trzeba zawsze pamiętać, że mamy więcej niż nam się wydaje, a z czasem te nasze wszystkie problemy i trudy staną się dla nas śmieszne i kompletnie bezpodstawne. Buziaki dla Was :*

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *