Wpis

Przestrzeń

Przestrzeń
Przestrzeń, to jest to czego mi ostatnio brakuje…

Próbuję wziąć się w garść, nie zwracać uwagi na niespodzianki jakie funduje mi życie. Gdzieś w głębi duszy czuję się rozerwana na strzępki i zajmie mi to sporo czasu, żeby poskładać je w jedną całość. Nie jestem silna, staram się być, ale często mi to nie wychodzi. Coraz częściej zdarzają się dni, kiedy mam ochotę tak zwyczajnie popłakać do poduszki, ale nawet na to nie mogę sobie pozwolić.
Nie mogę sobie znaleźć miejsca, nie mogę się skupić, żeby napisać kilka prostych zdań. Ogólnie nic mi nie wychodzi, nawet dziś z mojego bananowca wyszedł zakalec i nici z obżerania się słodkościami na noc. Może Zuzulenkowy Tata się zlituje i po powrocie do domu przywiezie mi na pocieszenie jakiś rarytas. Czas włączyć pozytywne nastawienie do życia, czas włączyć jakąś pozytywną opcję.
Mantra na dzisiaj i na najbliższy miesiąc: „Życie się nie kończy, ono się dopiero zaczyna”.
 
Smutek chowam do kieszeni, uruchamiam opcję- CIESZ SIĘ ŻYCIEM I TYM CO MASZ!
Uruchamiam opcję – BYCIA SZCZĘŚLIWĄ MIMO WSZYSTKO!

Comments (5)

  • Anonimowy says:

    Chyba masz podobny dzień jak Ilona ona znów babeczki spaliła;-) nie przejmuj się jutro będzie dobrze;-)

  • Po pierwsze- cudne zdjęcie!! Po drugie to chyba normalne, że ciężko znaleźć sobie swoją przestrzeń przy dwójce dzieci. Mi pomaga wyjście raz w tygodniu wieczorem na ćwiczenia ale mój mąż pracuje do 17, więc mi jest łatwiej. Ja się boją za to zimy jak przyjdzie taka konkretna. Wtedy przy samym ubieraniu siebie i dzieci depresja murowana 😉 Trzymaj się Kochana, a Twoje nastawienie bardzo mi się podoba!

    • zuzulenka says:

      Dziękuję :* Mi właśnie brakuje takich chwil tylko dla siebie, takiego zwykłego wyjścia na kawę z koleżanką… Niestety praca Zuzulenkowego Taty zabiera mu mnóstwo czasu i jestem prawie całe dnie sama w domu. Dziewczynki chorują i ostatnio siedzą ze mną w domu, nawet nie jestem w stanie pozałatwiać swoich spraw na mieście, bo z chorowitkami nigdzie się nie mogę ruszyć… Zimy się nie boję, jakoś damy radę 🙂 Zresztą patrząc na moje chorowitki, pewnie całą zimę przesiedzimy w domu, choć mam nadzieję, że się mylę 🙂

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *