Wpis

Rodzicielska wygoda kosztem dziecka

Rodzicielska wygoda kosztem dziecka
Jak każdy rodzic chciałabym, aby moje dziecko jak najszybciej się usamodzielniło, aby w końcu zaczęło siadać, chodzić, samodzielnie jeść. Na wszystko jednak przyjdzie czas!!! Nie pomagajmy dzieciom dorastać. Każde z nich ma swój biologiczny zegar, który w odpowiednim momencie da im sygnał kiedy mają się usamodzielnić. 
No tak, Lena ma 6 miesięcy i sama nie siada, nawet gdybym próbowała ją sama posadzić to tego nie zrobi. Powinnam z tego powodu siedzieć zalana łzami, bo przecież dziecko Pani X już samo siedzi? Oczywiście, że nie. Każde dziecko jest inne! Czy mam mówić, że czyjeś dziecko źle się rozwija, bo moja mając 6 miesięcy mówi już „Baba” i „Mama” a inne nie? Bez przesady.
Proces chodzenia – no tak wiele moich koleżanek powinno rozpaczać, że ich dzieci w wieku 13-14 miesięcy jeszcze nie zrobiły pierwszego kroczku? Kochani widocznie nie był to dla nich odpowiedni moment. Zuzia zaczęła chodzić na przełomie 9/10 miesiąca. I mówię wszem i wobec, że nie pomagałam jej!!! Nie stawiałam na siłę, nie prowadziłam za rączki, po prostu jej nie zmuszałam. Uczyła się stawać przy meblach, chodziła bokiem dostawiając nóżkę do nóżki, aż w końcu któregoś dnia sama zrobiła pierwsze kroki. Takie same kroki podejmę w przypadku Lenki. Zdaję sobie sprawę z tego jakie dobroczynne działanie ma dla rodzica chodzik, zwłaszcza mając dwójkę dzieci – takich małych dzieci. Byłoby to idealne rozwiązanie dla mnie. Jednak nie podejmę takiego ryzyka, nie włożę Lenki do chodzika.
Co nieco o chodzikach.
Chodziki zaburzają w znacznym stopniu proces utrzymywania równowagi naszym maluszkom. Dzieci nie tylko źle utrzymują równowagę ale też w zły sposób przenoszą ciężar ciała oraz nieprawidłowo obciążają nóżki i miednicę. Oczywiście naszym dzieciom bardzo podoba się w chodzikach, sposób szybkiego przemieszczania się z miejsca na miejsce jest dla nich zbawienny, jednak warto pomyśleć o tym co niesie za sobą ich stosowanie.
Stosując chodzik dziecko odpycha się od podłoża palcami i wewnętrzną stroną stopy, co niesie za sobą w przyszłości wiele problemów związanych z płaskostopiem a także wadami postawy. W nauce chodzenia istotny jest proces propulsji, czyli przetaczania stopy od pięty do palców. Używając chodzika tego procesu nie będzie, jedyne czego możemy się spodziewać to problemu z koślawym ustawieniem stóp u naszego dziecka. A co za tym idzie – wkładki, specjalne obuwie, itp.
O wpływie na bioderka nie trzeba zbyt wiele pisać, są one nieprawidłowo obciążone przez co z całą pewnością możemy się spodziewać problemów zdrowotnych.
Chodzik zaburza pracę mięśni u dziecka, niektóre mięśnie potrzebne w procesie chodzenia w przypadku poruszania się w chodziku są wyłączone z ruchu, przez co proces samodzielnego chodzenia wydłuża się w czasie.
Wyobraźcie sobie sytuację, w której Wasze dziecko się przewraca. Umieszczone w chodziku  bardzo często po najechaniu na zabawkę czy inną nierówność może wyrządzić sobie straszną krzywdę.
Ostatnim poważnym problemem w przypadku stosowania chodzika jest ocena odległości i potencjalnego zagrożenia. Dziecko poruszające się samodzielnie uczy się wymijania przedmiotów, koordynacji ruchowej, a w chodziku ten proces jest zaburzony.
Pamiętajcie jeśli Wasze dziecko raczkuje to nie jest to złe!!! Niech raczkuje jak najdłużej, dzięki temu uczy się ono kontrolowania swoich ruchów, poznaje świat, po to aby w końcu stanąć na nogi i nie bać się potencjalnych przeszkód na ich drodze.
Chodzenie przy meblach do boku jest bardzo istotne w procesie nauki chodzenia. Dzięki temu dziecko uczy się przetaczania stopy bokiem, co pozwala uniknąć problemu z koślawością a także wzmacnia miednicę, która odgrywa ważną rolę w procesie utrzymania równowagi.
Trzymanie dziecka za ręce uczy go jedynie nieprawidłowych wzorców postawy. Dziecko uwiesza się na naszych rękach i obciąża nieprawidłowe partie ciała w procesie chodzenia.

Jeśli już tak bardzo upieracie się przy zakupie chodzika pamiętajcie dziecko nie może w nim przebywać dłużej niż 2h dziennie, dodatkowo chodzik to nie opiekunka i umieszczenie w nim dziecka nie daje Wam pełnej kontroli. Dziecko pozostawione bez opieki w chodziku może wyrządzić sobie poważną krzywdę.

Mam nadzieję, że nie naraziłam się zbytnio. Zapewne wiele osób stwierdzi, że przesadzam, jednak jako fizjoterapeuta, który ma styczność w swojej pracy z wieloma problemami wad postawy stwierdzam, że prędzej czy później wszelkie błędy popełniane w procesie nauki chodzenia odbiją się na naszych dzieciach. Jeśli odpowiednio wcześnie będziemy dbali o ich prawidłową postawę, możemy uniknąć wielu problemów w przyszłości.

A dla tych którzy nie wiedzą problemy z postawą zaczynają się od stóp a kończą na kręgosłupie naszego dziecka. Zaczyna się od płaskostopia a kończy na skrzywieniu kręgosłupa. Dlatego też dbajmy o nasze pociechy!!!

Comments (19)

  • Anonimowy says:

    Każdy ma swoje zdanie na ten temat a "chodziki" sa tematem bardzo kontrowersyjnym, wiec moze warto pamietać, ż e kazdy zrobi tak jak uwaza i nie należy nikomu narzucać swojego zdania . pozdrawiam

    • tu nikt nie narzuca temat jest opisany bez tekstów typu ROBISZ KRZYWDĘ bo to i to …. i masz tego nie robić bo to i to….
      tego typu tematy należy brać na spokojnie ….
      i mówie to ja osoba ,która nie wstydzi się przyznać do tego iż chodzika używała przy obojgu moich dzieci …. nie wiele bo nie wiele ale jednak!

  • Agnieszka M says:

    A ja popieram w 100% to co napisałaś. Nigdy nie używałam.

    • zuzulenka says:

      Z pewnością nie wnoszą one niczego dobrego. Zdaję sobie sprawę, że ułatwiają rodzicom życie, że po włożeniu dziecka Mama w końcu może coś zrobić w spokoju. Jednak tak jak mówię, Zuzi nie wkładałam do chodzika i jakoś wszystko udawało mi się zrobić. A Zuzia to bardzo energiczne dziecko i nie usiedzi w miejscu. Do wszystkiego trzeba podchodzić z umiarem. 🙂

  • Elenka says:

    Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Z tym, że wiele osób nie robi tego z wygody, czy chęci gonienia dziecka… Dużo jest nieświadomych o szkodliwości, a przecież "dawniej było i było dobrze". Nieważne, że tyle dorosłych i młodzieży problemy z kręgosłupem ma..

    • zuzulenka says:

      No właśnie, często bywa tak, że dopiero rozmowa ze specjalistą otwiera rodzicom oczy na problem. Myślę, że takie tematy warto poruszać, choć bywają kontrowersyjne. Mówiąc o tym może część osób zrozumie, że chodziki nie są aż tak bardzo nieodłącznym elementem nauki chodzenia.

  • Ja też nie używałam chodzika. Nie uczyłam tez chodzić, Bartek wstawał sam, kiedy chciał i tak w dniu swoich pierwszych urodzinek samodzielnie wstał na nóżki z pozycji siedzące i poszedł 🙂

    • zuzulenka says:

      I właśnie o to chodzi, żeby dziecko samo do tego doszło 🙂 Nie zawsze stosowanie chodzika równa się bezpieczeństwu.

  • karolca says:

    Ja korzystałam z chodzika przez pewien krótki czas. Nie ze względu na wygodę, ale na bezpieczeństwo. Córka zaczęła chodzić mając 8 miesięcy (i tydzień), chodziła bardzo szybko i niepewnie, więc jeśli nie mogłam zapewnić jej bezpieczeństwa i bezpośredniej asekuracji w nauce chodzenia, korzystałam z chodzika. Wtedy miałam chwilę na powieszenie prania, dokończenie obiadu. Bez obawy, że dziecko przewróci się na zakręcie śliskiej podłogi i przydzwoni w kant szafki lub ostrą fakturę ściany.
    Gdy nabrała wprawy w chodzeniu (praktyka czyni mistrza), chodzik trafił do piwnicy. Tak więc posłużył nam z miesiąc. I też nie codziennie, bo po co.

  • Również jestem przeciwko chodzikowi!
    Moja Lili zaczęła siedzieć w 8 miesiącu i w ogóle mnie to nie martwiło.
    Tak jak sama napisałaś każde dziecko ma swój czas i tego się trzymam 🙂
    Buziaki dla Ciebie i Twoich dziewczynek :***

    • zuzulenka says:

      Zuzia też dosyć późno siadała, a potem jak ruszyła na nogi to nie było zmiłuj 😀 Lenka jak na razie rozwija się podobnie, choć jest wcześniakiem. Ale nie wymagam od niej zbyt wiele. Nadal ma wzmożone napięcie mięśniowe i stosowanie chodzików w tym przypadku napewno na korzyść by jej nie wyszło. Na szczęście mamy dopiero 6 miesięcy i jeszcze dużo czasu przed nami 🙂

  • Wiola Galla says:

    Ja używałam chodzika, w porozumieniu z neurologiem i pediatrą. Nadia nie przebywała w nim długo. Często bawiła się w nim, zamiast chodzić – miał podpórkę na nóżki do kopania – i mimo ruchów stał w miejscu. Najczęściej przydawał się gdy Mala już umiała sama chodzić i sama wstawała – a ja musiałam coś zrobić – czytaj np. iść do toalety – wtedy był niezastąpiony.

    • zuzulenka says:

      Dlatego też napisałam, że stosujmy je z umiarem 🙂 Jednak uważam, że nie stosując chodzika też można sobie poradzić 🙂 U nas tak było i daliśmy radę, a w domu mam wyjątkowo nadpobudliwe dziecko 🙂

  • Karolina M. says:

    Prowadzanie za ręce – widziałaś, że u nas ten problem jest – na szczęście tylko poza domem i staram się to tępić. Szczególnie teść jej na takie cuda pozwala i później jest ryk. W domu musi sobie radzić sama. Chodzikom też jestem przeciwna. Zresztą nie mam nawet na niego miejsca, więc nie miała by frajdy.

    • zuzulenka says:

      Widziałam, widziałam 🙂 Ale każdy musi sobie sam zrobić rachunek sumienia 🙂 Ja mam żal do siebie, że wychodząc na spacery wkładam Lenę w nosidło, które podobnie jak chodzik nie wnosi nic dobrego i nie ważne jakiej firmy by ono było. Jednak zdaję sobie sprawę, że gdyby nie ten wynalazek to przesiedziałabym z dziewczynkami cały dzień w domu. Robię to z umiarem i z myślą o bezpieczeństwie moich dzieci 🙂

    • Karolina M. says:

      No niestety czasem tak bywa, że musimy wybrać mniejsze zło i dziewczynki na pewno są Ci wdzięczne, że nie siedzicie cały czas w domu.

  • Kate says:

    My chodzika nie mieliśmy a jedynie pchacz. Nati popchała raz, wywinęła orła i pchacz poszedł w odstawkę aż nie nauczyła się chodzić. A najlepszy przyrząd do nauki chodzenia to meble, ściany, stołki i reszta wyposażenia domu, którego można się łąpać i odbijać od niego 🙂

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *