Wpis

Wcześniak raz jeszcze

Wcześniak raz jeszcze
Niedawno obchodziliśmy Światowy Dzień Wcześniaka i choć na blogu była cisza to nie zapomnieliśmy o tym dniu. Od ponad roku nasza rodzina wie co to znaczy wcześniak w domu. Ten rok i kilka miesięcy nie sprawił, że zapomnieliśmy o wydarzeniach, jakie miały miejsce. Zawsze kiedy dopada mnie chwila zwątpienia, kiedy twierdzę, że nie daję rady, kiedy zwyczajnie jestem zmęczona i moja cierpliwość jest wystawiana na liczne próby przez moje dzieci, przypominam sobie 26 sierpnia 2013 roku i wszystko co potem nastąpiło. Wtedy nie jestem w stanie się złościć, cieszę się nimi, cieszę się tym, że jesteśmy razem, cieszę się, że mam ją u boku, bo w naszym życiu wydarzył się taki mały CUD.
Dla nowych czytelników, w skrócie mogę napisać, że nasza młodsza córka – Lenka, urodziła się w 36 tygodniu, o cały miesiąc za wcześnie. Mimo swojej imponującej wagi, urodziła się z wrodzonym zapaleniem płuc, zaburzeniami krążenia i oddychania. Pierwszy tydzień swojego życia spędziła w inkubatorze, to był najtrudniejszy tydzień w moim życiu. Potem do dolegliwości doszła żółtaczka i zaburzenia, związane z odruchem ssania i nasza kilkudniowa Kruszynka była dokarmiana przy użyciu sondy, najpierw dogardłowo, a potem donosowo. Przeszliśmy piekło, tęsknota za starszą córką dopełniała moją rozpacz… Nie wiem skąd czerpałam siłę na to, aby przetrwać ten okres. Kiedy myślałam, że ten koszmar dobiegł końca, znów trafiliśmy do szpitala z kolejnymi infekcjami. Takim sposobem pierwsze 2,5 miesiąca swojego życia Lenka spędziła w szpitalach z dala od bliskich, którzy tak bardzo na nią czekali, którzy od pierwszych chwil jej życia, pokochali ją najmocniej na świecie. 
Co czułam w tamtej chwili? 
Złość, w bardzo delikatnym tego słowa znaczeniu. Byłam wściekła na to, że spotkało to właśnie nas. Byłam wściekła na wszystkich, którzy przyczynili się do tego, co się stało (byłam trzymana 3 dni na oddziale z odchodzącymi wodami płodowymi), byłam wściekła na inne matki, które ciągle chwaliły się swoimi cudownymi dziećmi, jakie to mają piękne rączki, nóżki i jak to mogą mieć je przy sobie. Ja nie mogłam, ja mogłam siedzieć przy inkubatorze, wpatrywać się w szybę, ale zwyczajnie nie byłam w stanie, bo łzy lały mi się po policzkach… Byłam wściekła na niesprawiedliwość, byłam wściekła na siebie, bo nie mogłam w jakikolwiek sposób jej pomóc. Tak bardzo chciałam mieć ją przy sobie, wrócić do domu, gdzie czekała na mnie wtedy 1,5 roczna Zuzia… Tak bardzo za nią tęskniłam…
Dziś po takim czasie nadal nie jestem w stanie zapomnieć tamtych chwil… Na hasło szpital robi mi się niedobrze, nie chcę kolejny raz przechodzić takiego piekła… Wydarzenia te mocno odbiły się na moim zdrowiu, nie chcę pisać co się działo, ale fakt, że w ciągu 2,5 tygodnia od porodu wróciłam do wagi sprzed ciąży chyba coś znaczy… Kiedy słyszałam od ludzi „rozumiem co czułaś, choć nigdy nie byłam/em w takiej sytuacji, to…” Jeśli nie byłeś w takiej sytuacji to nie zrozumiesz tego nigdy… Dlatego wiem jak ważne jest to, aby na oddziałach neonatologicznych był odpowiedni sprzęt oraz odpowiednie osoby na odpowiednich stanowiskach. To dzięki nim nasze dzieci mają szansę na przeżycie. Wsparcie personelu medycznego jest również istotne. W takich chwilach jak tamta tylko krok dzieli matkę od depresji, tylko krok dzieli ją od załamania nerwowego… Kiedy po próbach „eksperymentowania” trafiłam do innego szpitala, na oddział wcześniaków, dostałam nadzieję, nadzieję na to, że moje dziecko z tego wyjdzie. Obserwowałam inne matki, których dzieci były w znacznie gorszej sytuacji niż moje… Podziwiałam je z jaką siłą wkraczały na teren oddziału i z jakim spokojem opuszczały szpital, zostawiając dzieci w inkubatorach. Nie mogły przebywać tam z dziećmi, gdyż wymagały one całodobowej obecności w inkubatorach (urodziły się w 30-31 tygodniu ciąży). Ja po przeniesieniu miałam to szczęście, że mogłam być z córką cały czas, choć tęskniłam za drugą córą, to wiedziałam, że tu jestem bardziej potrzebna, że ta nasza mała Kruszynka bardziej mnie potrzebuje.
Życie dostarcza nam niesamowitych niespodzianek, czasami trzeba wziąć się w garść i iść do przodu. Każda kłoda rzucana pod nogi ma być dla nas motorem napędowym, ma nas motywować do działania. Wszystkim Mamom wcześniaków przekazuję dużą dawkę energii i mocy, a także mnóstwo siły i wsparcia. Musicie być silne, aby walczyć o Wasze malutkie życia. Za rok będziecie się cieszyć Waszymi biegającymi szkrabami tak jak ja. 
Wierzę, że tak będzie :*

Comments (7)

  • Zatracamy się w codzienności i pędzimy nie wiadomo za czym. A potem często jest już za późno..Ciesz się Asiu tym, co masz, nie wszyscy mieli tyle szczęścia.. :* Lenka już taka duża!!! 🙂

    • zuzulenka says:

      Wiem, że w naszym życiu wydarzył się cud, doceniam to co mam i mam nadzieję, że inne mamy, które znalazły się w podobnej sytuacji swoją wiarą i siłą doświadczą czegoś podobnego. Wiem, że nie każdy miał tyle szczęścia, ale wiara czyni cuda, a odrobina wsparcia jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła.
      A Lenka faktycznie wyrosła ostatnio 🙂 W ciągu kilku dnia zrobiła się jakaś taka cięższa, że noszenie na rękach zaczyna sprawiać problem 😀
      Buziaki :* :* :*

  • Cudowna jest i jaka uśmiechnięta. Najważniejsze że wszystko jest już dobrze a Lenka rośnie zdrowo !!!

  • lavinka says:

    Wiem że warto walczyć, do końca mieć nadzieję i wiem, że miałam kupę szczęścia, bo też nam groziło wcześniactwo i to od 6 miesiąca właściwie, dziecko urodzone przed 30t balansuje na granicy życia i śmierci.

    Kiedyś pisałam o tym na Matce Prezesa, dopiszę jeszcze i tu. Mamy niebywałe szczęście, że żyjemy w kraju, w którym sprzęt medyczny jest dostępny. Że żyjemy w czasach, kiedy on ratuje naprawdę malutkie dzieci. Że rozwinęła się rehabilitacja – cudowna nauka przyśpieszająca rozwój maluszków, dzięki czemu po paru latach wcześniaki niczym nie odstają od rówieśników (chyba że były bardzo wczesnymi wcześniakami, z wylewami do mózgu, ze ślepotą i tak dalej, ale nawet one mają o niebo większe szanse na dobre życie w porównaniu do dzieci urodzonych jeszcze kilkanaście lat temu). Cud polega na tym, że nauka rozwinęła się na tyle, aby takie dzieci móc ratować i nie zamieniać w warzywa. Szkoda, że nie wszystkie szpitale są dobrze wyposażone. Ale co robić, gdy fundusze przeznaczone na kościół co roku są równoważne funduszom na całą służbę zdrowia w takim województwie śląskim? Wiesz ile za to by można kupić nowoczesnego sprzętu dla ratowania wcześniaków? Ale religia w szkole ważniejsza 🙁

    Lenka zaczyna przypominać starszą siostrę sprzed kilku lat. Była taką delikatną kruszynką na początku. Efektem ubocznym pewnie jeszcze długo będą infekcje dróg oddechowych, taki lajf. Mój brat też był wcześniakiem z 36t, też leżał tydzień w inkubatorze, niestety jak doszły alergie, w zasadzie liczne infekcje okołopłucne skończyły się astmą. Ale z niej wyszedł! I jest silnym zdrowym facetem, choć niestety z dysleksją i dysgrafią. W latach 80 niestety nad wcześniakami nie opiekowano się tak dobrze, jak obecnie. Tak mi się przypomniało, że ktoś doradził mojej mamie dawanie bratu kiszonej kapusty, jak tylko pojawiał się pierwszy kaszel. Nie do końca budowało to odporność, ale minimalizowało objaw i zamiast na zapaleniu płuc kończy się tylko na zapaleniu oskrzeli. Przy pojedynczej infekcji to nie ma znaczenia, ale przy dziecku chorym przez 9 miesięcy w roku – jak najbardziej.

    • zuzulenka says:

      Na własnej skórze doświadczyłam jak bardzo różni się szpital od szpitala :/ Rodziłam w szpitalu, gdzie nie było oddziału dla wcześniaków, kiedy usłyszałam od ordynator, że poeksperymentują na Lence, natychmiast przenieśliśmy się do drugiego szpitala… Dziecko to nie królik doświadczalny, codzienne wpychanie jej rury do gardła kończyło się wymiotami, ale nadal chcieli eksperymentować… Brak słów… Na szczęście potem trafiliśmy w dobre ręce i z uporem walczyłam o to aby sama jadła, choćby po troszeczku, po to aby pracowała nad odruchem ssania. Udało się i teraz śmiało mogę nazwać ją małym ssaczem 😀 Hihi 🙂 Od butli ciężko ją oderwać 🙂 Mam nadzieję, że nie będziemy mieć w przyszłości problemów przez to, że jest wcześniakiem. Do tej pory nie odbiega od norm, troszkę z mówieniem kiepsko idzie, ale Zuzia też bardzo wolno zaczęła mówić, także myślę, że jeszcze ma sporo czasu na rozgadanie się 🙂

  • nellavita.pl says:

    nasza Lenka jest bardzo dzielna i waleczna dała sobię rade i Ty razem z nia :*

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *