Wpis

Wychowuj mądrze

Wychowuj mądrze
Nie uważam się absolutnie za doskonałą matkę i pewnie nigdy nią nie będę.
Staram się jednak wychowywać swoje dzieci mądrze. 
Nie zawsze moje metody wychowawcze się sprawdzają. 
Czasami Dziewczynki mają w nosie to co do nich mówię i kompletnie nie chcą ze mną współpracować.
Staram się jednak wpajać w ich rozczochrane główki, że istnieje takie słowo jak: „Dziękuję”, „Proszę”, „Przepraszam”. Uczę je mówić „Dzień dobry” i „Do widzenia”, wielu dorosłych ludzi miewa z tym problem i niestety jest to kwestia wychowania. Jeśli my rodzice nie nauczymy naszych dzieci takich podstawowych zwrotów, nigdy nie osiągniemy sukcesu wychowawczego, a nasze dzieci staną się właśnie takimi dorosłymi, jakich sami omijamy z daleka.
Często zdarza mi się zwracać uwagę Zuzi na to, aby nie mówiła do kogoś po imieniu. Do pewnego momentu takie zwroty wydawały się zabawne z ust dziecka, ale z czasem stały się zmorą, którą trudno wyplenić. Zuzia długi czas mówiła do Zuzulenkowego Taty – Sebuś, było to cudowne i miłe, do czasu kiedy nie zaczęła wszędzie używać tego zwrotu, notorycznie witać go w żłobku hasłem: „Cześć Sebuś!”, „Co tam Sebuś”. Stwierdziliśmy, że tak być nie może, Tata to Tata i niech tak zostanie. Chodzi nam głównie o zachowanie pewnych norm, nie chcemy aby przez tego typu zwroty Zuzia stwierdziła, że Mama i Tata są jej równi i ich zdanie kompletnie się nie liczy. Wiem jak musiał czuć się Zuzulenkowy Tata, kiedy każde dziecko do odbierającego je ojca mówiło „Tatuś”, a Zuzia „Sebuś”. Mimo, że Zuzia to jeszcze dziecko, jednak poczuł się w tej sytuacji jak ktoś gorszy. W końcu bycie Tatą to poważna sprawa 🙂
Mówienie na „TY” sprawia, że zacieramy pewien dystans pomiędzy rodzicem a dzieckiem, chodzi mianowicie o to, że rodzic mimo to, że jest najbliższą osobą dla dziecka powinien być dla niego kimś ważnym, docenianym, powinien stać się wzorem do naśladowania (a przynajmniej starać się robić wszystko aby nim być), powinien budzić szacunek i dawać poczucie bezpieczeństwa. Zwracanie się na „TY” zaciera tą granicę, może burzyć dobre relację. Oczywiście spotkałam się z rodzinami, w których taka forma zwrotu jest na porządku dziennym, jednak w okresie buntu (nastoletniego) zapewne odczujemy skutki takich wyborów. Jeśli podejdziemy do tego z głową osiągniemy sukces. Ważne jest to aby dziecko wiedziało, że zdanie rodzica jest istotne, to Mama i Tata do 18 roku życia decydują o życiu dziecka, robią wszystko dla jego dobra. Jeśli decydujemy się na formę mówienia po imieniu starajmy się cały czas przypominać dziecku, że nadal jesteśmy jego rodzicami, a nie kolegami z jednej ławki. Mówienie „Mama” czy „Tata” nie jest wyznacznikiem miłości, jednak warto zastanowić się nad tym, czy mówienie po imieniu nie zaburzy Waszych relacji z dzieckiem.
My stosujemy się do staroświeckich metod i mam nadzieję, że nasze Córki będą kontynuowały taką tradycję 🙂

Comments (8)

  • lavinka says:

    Hm, całe dzieciństwo mówiłam do mojej mamy: mamo. Ani trochę nie przekładało się to na szacunek. Nigdy nie była dla mnie nikim ważnym. To był ktoś, od którego byłam zależna finansowo, ale na pewno nie emocjonalnie. Dużo bardziej byłam związana z babcią, która nie wymagała ode mnie "form". To nie jest takie proste, że jeśli mówi się "proszę, dziękuję i przepraszam", ludzie od razu chcą się z nami zadawać. Znam naprawdę masę buców, którym te słowa są obce. Brylują w towarzystwie. Mnie chowano w tak zwanej wysokiej kulturze, zero przekleństw, nawet kurczę nie przechodziło. Ani trochę mi to nie pomagało przy kontaktach z rówieśnikami, uznawali, że nadmiarem kultury się wywyższam (sic!). Z czasem nauczyłam się przeklinać i niespecjalnie przejmować się kulturalnymi zwrotami, zaraz zrobiło się więcej znajomych. Ten kraj jest porąbany. 🙁

    • zuzulenka says:

      Dlatego napisałam, że to nie wyznacznik miłości. Ja nie wyobrażam sobie mówienia do rodziców po imieniu, a moi rodzice zawsze byli i będą dla mnie wzorcem. Oczywiście wiem, że nie każdy ma takie relacje, jednak zauważyłam, że Zuzia kiedy pozwalała sobie na mówienie per Sebuś, olewała totalnie zdanie swojego Taty. Co do naszego kraju, to chyba faktycznie masz rację, choć wydaje mi się, że wiele zależy od charakteru człowieka. A tak ogólnie ja za bucami nie przepadam 😀 Hihi 🙂

    • lavinka says:

      Nikt nie przepada, ale trzeba umieć z nimi żyć 😉 Myślę, że klucz do szacunku dziecka, to przede wszystkim szacunek do siebie samego. Ja sobie wyobrażam, że moje dziecko mówi do mnie per lavinka, jak cała rodzina, ale to nie znaczy, że dam sobie wejść na głowę. Chociaż ja i tak małą chyba najbardziej rozpuszczam z całej rodziny, co się przekłada na jej osobisty stosunek do mnie. Mama uratuje, mama ucałuje, nawet jak człowiek nabroi i będzie w złym humorze. No ale takim jestem miękkim człowiekiem, zawsze miałam słabość do dzieci. Szukam złotego środka, żeby nie stać się katem i wyrocznią, ale raczej stróżem i przewodnikiem. Łatwe to nie jest, ale przesadnie trudne też nie. Wychowałam się na książkach o Mary Poppins, może dlatego z dystansem patrzę na pewne rzeczy. 😉

  • Kamciaaa says:

    Ja też uważam, że mama, to mama, babcia to babcia….niestety babcia Martynki od strony jej taty, nauczyła małą żeby ta mówiła do niej po imieniu….bardzo mi się to nie podoba, ale kiedy Martynka jest u babci, nie mam wpływu na to jak do niej mówi :/

    • zuzulenka says:

      Na wiele rzeczy nie mamy wpływu, ale najważniejsze, żeby to nasze zdanie liczyło się najbardziej dla naszych dzieci. Pozwalanie dziecku na traktowanie nas jak kolegów, wcale nam nie ułatwi sprawy. Dlatego też lepiej reagować jak najwcześniej, żeby w przyszłości nie odczuć skutków złych decyzji…

  • Krauziaki L says:

    Mówienie do rodziców po imieniu – o nie!
    jestem tego samego zdania co Ty, choć zdarzają się wyjątki kiedy dla żartów Lena powie do ojca po imieniu, ale wie kiedy może sobie na to pozwolić i nie zdarza się to nagminnie.
    pozdrawiam:)

  • Marcela O says:

    Mama to mama 🙂

  • Anonimowy says:

    u nas w kraju sie tak przyjelo…..a my mieszkamy jyz pare lat w Szwecji i tu po przyjezdzie szokoem dla mnie bylo jak ,,ludzie sie obrazali,, ze mowilam do kogos pan pani . tu kazdy jest ze soba na ,,ty,,. idziesz do sklepu,banku,urzedu i wszedzie kazdy zwraca sie do siebie na ,ty,, czy ma lat 20pare czy 60pare. jest zupelnie inaczej niz w Polsce.nie jest tak ,,sztucznie,,.w Pl ide np do sklepu i co z tego ze pani przy kasie powie mi dzien dobry jak jest strasznie nie mila.tu ludzie powiedza ci czesc a sa przemili.malo na kogo sie trafi niemilego a w Pl malo kto jest mily.my jak teraz odwiedzamy Pl i idziemy cos zalatwic to jestem przerazona jak ludzie sa niemili,nieprzyjemni. Pozdrawiam.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *