Parenting

Żegnaj pampersie!

Żegnaj pampersie!

Pożegnanie z pampersem to duże wyzwanie, nie tylko dla dziecka ale też dla nas samych.

Możecie spodziewać się dosłownie wszystkiego, ale jak to mówią każda dobrze zaplanowana walka kończy się sukcesem 🙂

Mając za sobą całkiem spore doświadczenie w tym temacie, naszą drugą walkę z „odpampersowaniem” zaczęłam od rozsądnego planowania.

Nasz pierwszy raz (mam na myśli Zuzię) należał do naprawdę trudnych przypadków. Zuzia miała nieco ponad dwa lata, a przed nami rozpościerała się wizja nadchodzącego września i przygody ze żłobkiem. Wiedziałam, że to ostatni dzwonek, usilnie chciałam pozbyć się pampersa właśnie do tego czasu. I to był błąd, moja nieodparta chęć i próby kończyły się fiaskiem. Prośby na nic się zdawały, denerwowałam się i ja i Ona. Ostatecznie pampers stał się jeszcze lepszym przyjacielem. Próbowałam wiele razy, ale Zuzia nawet nie chciała słyszeć, że ma skorzystać z jakiejkolwiek możliwej w tym wypadku opcji poza pampersem. Uparta z niej istotka, nocnik działał na nią jak czerwona płachta na byka i nie było szansy, żeby choć na chwilę na nim usiadła. Poddałam się, czekałam do lata, wmawiałam sobie że wtedy będzie mi prościej, choć wcale tak nie było… Czekała nas kolejna powtórka z rozrywki, aż w końcu odpuściłam, powiedziałam: „Trudno, co będzie to będzie!”, bez zmuszania, każdego dnia stawiałam nocnik w pokoju Dziewczynek licząc, że może sama się przekona. I to był klucz do sukcesu, przestała się go bać i reagować płaczem, ale nadal nie chciała słyszeć o sikaniu do niego. Zastanawiając się nad tym ją przekonać, stwierdziłam, że skoro tak bardzo kocha pieluszkę to może zwyczajnie umieszczę ją w nocniku, może fakt, że ona tam jest da jej poczucie bezpieczeństwa i to był strzał w dziesiątkę. Pierwsze siku! Wow! Drugie i kolejne, potem próbowaliśmy bez pieluszki i też się udało, sukces gonił sukces, a ja byłam wniebowzięta. Całe to zamieszanie sprawiło, że nie tylko Zuzia przekonała się do nocnikowania, ale wówczas roczna Lenka zaczęła również przejawiać zainteresowanie tym cudownym sprzętem 🙂 Nauczona doświadczeniem kompletnie nie reagowałam, nie zmuszałam, dałam jej pełne pole do popisu i dziś z dumą muszę pochwalić się tym, że takie podejście jest najlepszym rozwiązaniem.

Pewnego dnia zauważyłam, że Lence zaczynają przeszkadzać pampersy, co chwila prosiła o zmianę, mimo, że był suchy, ona jednak czuła dyskomfort, delikatna skóra dziecka jest bardzo wrażliwa i najwidoczniej ciągłe ładowanie jej w pampersa stało się dla niej niekomfortowe. Postanowiłam wdrożyć swój plan, co dzień stawiałam w pokoju Dziewczynek nasz „magiczny tron” (zwykły, najzwyklejszy w świecie nocnik, bez dźwięków, bez udogodnień), Lena notorycznie zrzucała pampersa, więc było mi już wszystko jedno, tak czy siak wiedziałam, że grozi nam awaria powodziowa 🙂 Lena jednak od razu wiedziała z czym to się je 🙂 Siadała z chęcią, aczkolwiek rzadko trafiała tam ze swoim ładunkiem 🙂 Kiedy przyłapałam ją na kolejnej awarii, oświadczyłam, że zakładam pampersa i koniec, na co Lena błagalnym wzrokiem i stanowczym „Nie chcę!” zasugerowała, że ani myśli w nim chodzić, kiedy jednak jej go założyłam, ciągle przybiegała do nas, narzekała, że tu ją uwiera, tam boli, nawet w żłobku skarżyła się na pieluszki. Podjęłam kolejną próbę, dokładnie wtedy kiedy zachorowała nam na zapalenie oskrzeli, była wtedy cały czas w domu, więc mogliśmy podjąć to ryzyko, zdjęłam pampersa mówiąc: „Niech się dzieje wola nieba!” 🙂 Lena raz siadała na nocnik, to znów schodziła, nosiła go w rękach i inne takie, aż w końcu pewnego dnia przybiegła z uśmiechem na ustach i oświadczyła, że zrobiła „wodę” do nocnika, bo właśnie tak nazywa siku 🙂 Cała rodzina biła jej brawo, jedno trafione, inne nie i tak w kółko, w sumie trwało to 2 dni kiedy zrozumiała, że siku robi się tylko tam. Byłam z niej taka dumna!

Chwile grozy nadeszły jednak, kiedy Lenka miała wrócić do żłobka, obawiałam się, że nasz ciężko wypracowany sukces szybko odwróci swój bieg. Tuż przed wyjściem z domu w ręku trzymałam pampersa, ale coś mnie tknęło, w końcu kto nie ryzykuje ten nic nie ma. Do torby spakowałam pół szafy ubrań na przebranie, w żłobku poinformowałam o tak nagłej zmianie i dałam działać Żłobkowym Ciociom. W pracy nie myślałam o niczym innym, przez tydzień każdego dnia zastanawiałam się, czy aby na pewno wystarczy jej ubrań na zmianę, ale moje obawy okazały się bezpodstawne, bo Lenka wracała w tych samych ubraniach, w których ją zostawiałam, a torba z pampersami była ciągle pełna 🙂 Pampers został pożegnany, ostatnie noce Lena przespała zupełnie bez niczego, zaraz po przebudzeniu skorzystała z nocnika i poszła dalej spać, więc myślę, że teraz będzie już tylko lepiej 🙂

Każdemu z Was życzę takich sukcesów i jeśli tylko macie jakieś pytania, piszcie śmiało, na wszystkie postaram się odpowiedzieć 🙂

Każdemu przyda się z pewnością spora dawka cierpliwości, bo proces „odpampersowania” bywa trudny i czasami dosyć długi, ale mam nadzieję, że chociaż troszkę Wam pomogłam opisem naszej przygody 🙂

Comments (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *